wtorek, 31 marca 2009
poniedziałek, 30 marca 2009
Odnajdź swoje wartość cd.
We wcześniejszych postach pisałem o wartościach, o tym czym są i jak je odnaleźć w sobie.
Po ciężkich bólach, w końcu udało mi się opublikować dokument, który przedstawia listę najczęściej występujących wartości.
Lista ta, z pewnością, ułatwi Wam pracę nad waszymi wartościami.
Dokument jest dostępny w sieci pod adresem.
Pozdrawiam.
Artur
Po ciężkich bólach, w końcu udało mi się opublikować dokument, który przedstawia listę najczęściej występujących wartości.
Lista ta, z pewnością, ułatwi Wam pracę nad waszymi wartościami.
Dokument jest dostępny w sieci pod adresem.
Pozdrawiam.
Artur
sobota, 28 marca 2009
Co wpływa na naszą nieskuteczność?

Co się dzieje, że nic mi nie wychodzi?
Znowu coś zaplanowałem, ale nie mogę ruszyć z miejsca. Czasami mam chwilę zwątpienia i nie wiem w ogóle jak wyznaczyć jakiś cel.
Jak to w końcu jest, że jedni osiągają sukces, a inni stoją w miejscu?
Czy ze mną jest coś nie tak?
W zasadzie tak myśli większość ludzi w dowolnym momencie swojego życia.
Żeby wybadać sprawę, postanowiłem udać się do psychologów.
I co się okazało?
Większość problemów tkwi w naszych przekonaniach, ponieważ to one, podobnie jak wartości i cele- decydują w głównej mierze o naszej skuteczności.
Powiem tak, przekonania tworzą niekiedy, niesamowicie wysoką ścianę dla naszych możliwości.
Przekonania kształtują samoocenę: nigdy mi się nie udaje, nie dam rady, inni mają więcej szczęścia, itp.
Przekonania mają ogromny wpływ na emocje, formują w ten sposób na nasze samopoczucie
Skąd one się wzięły w naszym życiu?
Przekonania zbieramy łapczywie podczas całego naszego życia, wchłaniamy je jak gąbka przy każdej nadarzającej się okazji. Wpajają je między innymi nasi rodzice, nauczyciele, przyjaciele.
Najgorzej jak sytuacje się powtarzają i początkowe przekonania zaczynają się niebezpiecznie powtarzać. Tworzą wtedy potwornie grubą skorupę twardego jaja, które przenika do naszej podświadomości.
Znowu powtarzamy coś w tym stylu: Chciałbym, ale nie mogę. Zrobiłbym to, ale nie stać mnie na to. Po co to znowu zaczynać, jak wiadomo, że i tak się nie uda.
W takich chwilach z pewnością zniechęcamy się, smucimy, miewamy uczucie pustki i przygnębienia.
Jak zatem zburzyć ten mur, który ogranicza naszą motywację?
Najprostszy sposób, to skorzystać z pomocy odpowiednich ludzi, na przykład z psychologa albo coacha.
Ja na przykład pracując z innymi badam ich mapę życia. Zadając odpowiednie pytania, odsłaniam istotne przekonania, które mogą stawiać ograniczenia. Pomagam odkryć najważniejsze wartości, które mają wpływ na ich życie. Definiujemy najważniejsze cele, które określają skuteczne działania.
Dla osób, które wolą samodzielnie rozwiązywać swoje problemy proponuję na początek założyć „dziennik doświadczeń”.
Zapisujcie w nim najistotniejsze wydarzenie, jakie przytrafiły się Wam w ciągu dnia. Opiszcie je dzieląc na dwie części.
1. Pozytywna - Co wartościowego dziś się wydarzyło? Co nadało sens dzisiejszemu dniu? Może nastąpił jakiś moment, w którym poczułem, ze wszystko ma sens, poczułem przepływ energii. Które z wydarzeń dzisiejszego dnia mógłbym uznać za najważniejsze?
2. Negatywna – Co wydarzyło się dzisiaj negatywnego? Czego zabrakło, aby można było uznać ten dzień za sensowny? Może był jakiś moment zwątpienia?
Zachęcam do takiego doświadczenia, małego eksperymentu wszystkie te osoby, które czują niemoc w swoich codziennych poczynaniach.
Pozdrawiam,
Artur
Znowu coś zaplanowałem, ale nie mogę ruszyć z miejsca. Czasami mam chwilę zwątpienia i nie wiem w ogóle jak wyznaczyć jakiś cel.
Jak to w końcu jest, że jedni osiągają sukces, a inni stoją w miejscu?
Czy ze mną jest coś nie tak?
W zasadzie tak myśli większość ludzi w dowolnym momencie swojego życia.
Żeby wybadać sprawę, postanowiłem udać się do psychologów.
I co się okazało?
Większość problemów tkwi w naszych przekonaniach, ponieważ to one, podobnie jak wartości i cele- decydują w głównej mierze o naszej skuteczności.
Powiem tak, przekonania tworzą niekiedy, niesamowicie wysoką ścianę dla naszych możliwości.
Przekonania kształtują samoocenę: nigdy mi się nie udaje, nie dam rady, inni mają więcej szczęścia, itp.
Przekonania mają ogromny wpływ na emocje, formują w ten sposób na nasze samopoczucie
Skąd one się wzięły w naszym życiu?
Przekonania zbieramy łapczywie podczas całego naszego życia, wchłaniamy je jak gąbka przy każdej nadarzającej się okazji. Wpajają je między innymi nasi rodzice, nauczyciele, przyjaciele.
Najgorzej jak sytuacje się powtarzają i początkowe przekonania zaczynają się niebezpiecznie powtarzać. Tworzą wtedy potwornie grubą skorupę twardego jaja, które przenika do naszej podświadomości.
Znowu powtarzamy coś w tym stylu: Chciałbym, ale nie mogę. Zrobiłbym to, ale nie stać mnie na to. Po co to znowu zaczynać, jak wiadomo, że i tak się nie uda.
W takich chwilach z pewnością zniechęcamy się, smucimy, miewamy uczucie pustki i przygnębienia.
Jak zatem zburzyć ten mur, który ogranicza naszą motywację?
Najprostszy sposób, to skorzystać z pomocy odpowiednich ludzi, na przykład z psychologa albo coacha.
Ja na przykład pracując z innymi badam ich mapę życia. Zadając odpowiednie pytania, odsłaniam istotne przekonania, które mogą stawiać ograniczenia. Pomagam odkryć najważniejsze wartości, które mają wpływ na ich życie. Definiujemy najważniejsze cele, które określają skuteczne działania.
Dla osób, które wolą samodzielnie rozwiązywać swoje problemy proponuję na początek założyć „dziennik doświadczeń”.
Zapisujcie w nim najistotniejsze wydarzenie, jakie przytrafiły się Wam w ciągu dnia. Opiszcie je dzieląc na dwie części.
1. Pozytywna - Co wartościowego dziś się wydarzyło? Co nadało sens dzisiejszemu dniu? Może nastąpił jakiś moment, w którym poczułem, ze wszystko ma sens, poczułem przepływ energii. Które z wydarzeń dzisiejszego dnia mógłbym uznać za najważniejsze?
2. Negatywna – Co wydarzyło się dzisiaj negatywnego? Czego zabrakło, aby można było uznać ten dzień za sensowny? Może był jakiś moment zwątpienia?
Zachęcam do takiego doświadczenia, małego eksperymentu wszystkie te osoby, które czują niemoc w swoich codziennych poczynaniach.
Pozdrawiam,
Artur
piątek, 27 marca 2009
Zawód zgodny z osobowością
Wczoraj rozmawiałem z dwoma studentami i omówialiśmy programu szkolenia, które mógłbym przygotować i przeprowadzić dla członków pewnego kółka naukowego.
W pewnym momencie jeden z nich zadał mi pytanie, czy jest możliwe manipulowanie wynikami testu osobowościowego? Odpowiedziałem mu, że pewnie jest taka możliwość, i zadałem mu pytanie: Po co chcesz to robić?
Argumentował to tym, że mógłby wtedy zdobyć upragniony zawód. Wiedział, że jego cechy osobowościowe mogą mu uniemożliwić wykonywanie tego zajęcia, a pracodawca wiedząc o tym, nie zatrudni go.
Ja wychodzę z założenia, co oczywiście jemu przekazałem, że może kogoś w ten sposób oszukać, ale trzeba również zadać sobie pytanie, czy przypadkiem nie oszuka również siebie samego? Przypuśćmy, że pracodawca go zatrudni na tym stanowisku, tylko pytanie: Jak długo wytrzyma na tym stanowisku, skoro osobowościowo ten zawód nie pasuje do niego?
Pytanie do Was: Jeżeli jesteście ekstrawertykami i lubicie pracować z ludźmi, jesteście otwarci, lubicie robić rzeczy nowe, nienawidzicie rutyny, czy dobrze byście się czuli pracując np. jako księgowy, albo architekt?
Albo, jeżeli jesteście introwertykami gdzie jak wiadomo takie osoby są bardzo formalne, ustrukturyzowane, dokładne, podporządkowane, analityczne, czy sprawiała by Wam radość praca polegająca na zdobywaniu nowych kontaktów, albo praca wiązałaby się z przemawianiem do dużych grup ludzi?
W najbliższym czasie opiszę jedno z narzędzi psychometrycznych, które ostatnio często wykorzystują firmy podczas rekrutacji pracowników.
Udzielę również kilku wskazówek, które będziecie mogli wykorzystać budując swoją przyszłą karierę.
Jeżeli zainteresował Was powyższy temat, zachęcam do subskrypcji mojego bloga.
Pozdrawiam.
Artur Rak
W pewnym momencie jeden z nich zadał mi pytanie, czy jest możliwe manipulowanie wynikami testu osobowościowego? Odpowiedziałem mu, że pewnie jest taka możliwość, i zadałem mu pytanie: Po co chcesz to robić?
Argumentował to tym, że mógłby wtedy zdobyć upragniony zawód. Wiedział, że jego cechy osobowościowe mogą mu uniemożliwić wykonywanie tego zajęcia, a pracodawca wiedząc o tym, nie zatrudni go.
Ja wychodzę z założenia, co oczywiście jemu przekazałem, że może kogoś w ten sposób oszukać, ale trzeba również zadać sobie pytanie, czy przypadkiem nie oszuka również siebie samego? Przypuśćmy, że pracodawca go zatrudni na tym stanowisku, tylko pytanie: Jak długo wytrzyma na tym stanowisku, skoro osobowościowo ten zawód nie pasuje do niego?
Pytanie do Was: Jeżeli jesteście ekstrawertykami i lubicie pracować z ludźmi, jesteście otwarci, lubicie robić rzeczy nowe, nienawidzicie rutyny, czy dobrze byście się czuli pracując np. jako księgowy, albo architekt?
Albo, jeżeli jesteście introwertykami gdzie jak wiadomo takie osoby są bardzo formalne, ustrukturyzowane, dokładne, podporządkowane, analityczne, czy sprawiała by Wam radość praca polegająca na zdobywaniu nowych kontaktów, albo praca wiązałaby się z przemawianiem do dużych grup ludzi?
W najbliższym czasie opiszę jedno z narzędzi psychometrycznych, które ostatnio często wykorzystują firmy podczas rekrutacji pracowników.
Udzielę również kilku wskazówek, które będziecie mogli wykorzystać budując swoją przyszłą karierę.
Jeżeli zainteresował Was powyższy temat, zachęcam do subskrypcji mojego bloga.
Pozdrawiam.
Artur Rak
czwartek, 26 marca 2009
Toastmasters. Co to takiego?

Chcesz pozbyć się lęku przed publicznym przemawianiem? Chcesz wygłaszać spektakularne wystąpienia? Chcesz się sprawdzić i poznać ludzi o tych samych pasjach? Zapraszamy!
Uczymy się jak ...
… prowadzić zebrania
Osoba prowadząca dba, by nasze spotkania były zawsze zgodne z agendą, merytoryczne, terminowe i przebiegały w miłej atmosferze.
… wygłaszać improwizowane wystąpienia
Na każdym spotkaniu wygłaszamy 30 sekundowe oraz 1-2 minutowe, nieprzygotowane wcześniej, odpowiedzi na zadane pytania.
… pisać i wygłaszać przemówienia
1-3 osoby przygotowują 5-7 minutowe wystąpienia według zasad zgodnych z modułami opracowanymi przez Toastmasters.
… konstruktywnie oceniać oraz przyjmować ocenę
By stale podnosić nasz poziom udzielamy sobie wskazówek i zastanawiamy się, co moglibyśmy zrobić lepiej następnym razem. Spotkanie podlega ocenie m.in. ze względu na płynność mowy, gramatykę i stylistykę, mowę ciała oraz czas wypowiedzi.
Uczymy się efektywnej komunikacji i realnie sprawdzamy nasze umiejętności. Stanowimy świetnie zgrany zespół, wspólnie się rozwijamy i razem osiągamy sukcesy. Sedina Toastmasters to coś więcej niż tylko retoryka.
W taki właśnie sposób, reklamuje się jeden z 14tys. klubów rozsianych po całym świecie.
Ja osobiście, w zeszłym roku, wstąpiłem do takiego klubu, który na szczęście istnieje w moim mieście i z całą odpowiedzialnością, mogę stwierdzić, że była to doskonała decyzja.
Jako początkujący trener mogłem w bezpiecznym środowisku zdobyć nowe doświadczenie prowadząc ćwiczenia dla uczestników.
Za każdym razem otrzymywałem informację zwrotną, dzięki której mogłem rozwijać swoje kompetencje oraz eliminować niedociągnięcia.
Toastmasters umożliwia także swoim mówcom i liderom rozwój kariery zawodowej poprzez:
- prowadzenie lepszych prezentacji sprzedażowych,
- efektywne zarządzanie zespołem,
- przekonujące prezentowanie pomysłów, idei,
- umiejętne udzielanie konstruktywnej krytyki.
Spotkania odbywają się co tydzień, u mnie jest to czwartek w godzinach 19-21. Do klubu przynależą ludzie, w szerokim przedziale wiekowym, z różnym doświadczeniem życiowym, ale to nie jest istotne. Najważniejsze jest to, że Ci wszyscy ludzie mają wspólny cel. Tym celem jest rozwój osobisty.
Acha, zapomniałbym dodać, że uczestnictwo w klubie wiąże się z naprawdę niewielką opłatą. Bodajże 120 zł. za pół roku. Cztery pierwsze spotkania są za darmo!
Wejdź na stronę i zobacz, czy wspomniany klub Toastmasters znajduje się w Twoim mieście.
Pozdrawiam.
Artur
środa, 25 marca 2009
Posłuchaj radia

Zachęcam do przesłuchania ciekawej audycji z dnia 24.03.2009:
Z wtorku na środę, czyli tu i teraz.
Otwieramy atlas cnót przykurzonych na haśle DYSCYPLINA. Jeżeli jest Wam bliskie pojęcie samodyscypliny, jesteście najlepszymi menedżerami swojego czasu, umiecie zarządzać sobą i swoim życiem, to opowiedzcie nam, jak się to robi. Bo z pewnością nie zabraknie tych, którzy zdyscyplinować się nie potrafią.
Z wtorku na środę, czyli tu i teraz.
Otwieramy atlas cnót przykurzonych na haśle DYSCYPLINA. Jeżeli jest Wam bliskie pojęcie samodyscypliny, jesteście najlepszymi menedżerami swojego czasu, umiecie zarządzać sobą i swoim życiem, to opowiedzcie nam, jak się to robi. Bo z pewnością nie zabraknie tych, którzy zdyscyplinować się nie potrafią.
Od dzisiaj tym samym wprowadzam nowość na moim blogu. Linki do najnowszych, bardzo ciekawych audycji znajdziecie pod moim opisem po prawej stronie.
poniedziałek, 23 marca 2009
Własny biznes
Czas w końcu zacząć działać i zrobić coś konkretnego, postawić kolejny krok.
Ostatnio zaglądnąłem do mojego pierwszego posta i aż się zdziwiłem jak wiele rzeczy, które zaplanowałem, urzeczywistniło się. Po raz kolejny potwierdza się to, jak wielką wartość ma spisywanie postanowień.
W niedalekiej przyszłości planuję otworzyć swój własny biznes. Piszę w niedalekiej, ponieważ że życie potrafi płatać różne figle. Jestem poprawnym optymista i wierzę, że może się to stać niebawem
Jedyną obawą, że może się to opóźnić jest czas, a konkretnie jego brak. Wierzę, że każdy biznes może odnieść sukces, trzeba go tylko odpowiednio zaplanować.
Postanowiłem, że będę dzielił się z Wami swoimi przygotowaniami do tego celu. Proszę Was również o wsparcie.
W mojej głowie kłębi się mnóstwo pomysłów, nie raz mam z tym problem, żeby to wszystko gdzieś spisywać. Przerost nowych idei może czasami przeszkadzać w realizacji postanowień.
Zdałem sobie ostatnio z tego sprawę i postanowiłem coś z tym zrobić.
Wierzę, ze pisanie tutaj, na moim blogu przyczyni się do poprawy moich niedociągnięć. Mam na myśli niedostateczny perfekcjonizm.
Z jednej strony mam pewne obawy, czy pisanie tu o moich pomysłach nie przyczyni się do tego, że będą one wykorzystane przez inne osoby.
Z drugiej zaś, liczę na Wasze komentarze, które z pewnością będą inspirowały mnie do dalszych działań.
Cały czas pracuję nad technicznymi aspektami tego bloga. Nie jestem zbytnio zadowolony z formy, w jakiej wyświetlają się moje posty. Chciałbym je jakoś uporządkować tematycznie oraz zmienić kolejność wyświetlania. Jednym słowem odczuwam lekki chaos. Dlatego liczę na Waszą opinie i pomoc.
Cały czas szukam osób, które chcą się rozwijać, ludzi, z którymi mógłbym pracować w przyszłości.
Biznes, który chcę stworzyć zaangażuje setki, jeśli nie tysiące ludzi w każdym wieku.
Jeżeli chcesz być pierwsza/y i przyłączyć się do tej działalności, to zachęcam do czytania i dzielenia się swoimi pomysłami, spostrzeżeniami.
Do rzeczy.
Zapewne zdajecie sobie sprawę, że wielkimi krokami nadchodzi nowa era, era informacji (określana zamiennie erą wiedzy, trzecią falą).
Owa era wiedzy stworzy nowe warunki funkcjonowania organizacji. Zastąpi ona wcześniejszą erę przemysłową, w której to nie człowiek, ale narzędzia odgrywały istotną rolę w rozwoju przedsiębiorstw. Konsekwencją tego procesu jest coraz większa rola, jaką wiedza, twórczość i zasoby niematerialne odgrywają w gospodarce i biznesie. Firma analityczna Gartner przewiduje, iż do 2007 roku aż 75% całkowitego wzrostu produktywności przedsiębiorstw będzie efektem zarządzania wiedzą i usprawnień w pracy opartej na wiedzy (knowledge work).(Strojny 2004)
Warunkiem koniecznym sprawnego funkcjonowania systemu zarządzania wiedzą jest
oparcie się na wydajnych rozwiązaniach informatycznych. Zadaniem infrastruktury technologicznej jest przede wszystkim wspomożenie komunikacji międzyludzkiej, poprzez np. rejestracje komunikacji miedzy ludźmi, gromadzenie zapisów, klasyfikacje treści oraz wyciąganie wniosków. Poczta elektroniczna, dzielenie danych, współprojektowanie czy też wideokonferencje są codziennością w wielu przedsiębiorstwach. Wydaje się również, że w najbliższej przyszłości spotkania w rzeczywistości wirtualnej nie będą dla nikogo stanowiły już zaskoczenia.
I właśnie w tych powyższych aspektach upatruję wielką szansę rozwoju swojego biznesu.
Na razie to tyle, więcej już niebawem.
Pozdrawiam.
Artur
Ostatnio zaglądnąłem do mojego pierwszego posta i aż się zdziwiłem jak wiele rzeczy, które zaplanowałem, urzeczywistniło się. Po raz kolejny potwierdza się to, jak wielką wartość ma spisywanie postanowień.
W niedalekiej przyszłości planuję otworzyć swój własny biznes. Piszę w niedalekiej, ponieważ że życie potrafi płatać różne figle. Jestem poprawnym optymista i wierzę, że może się to stać niebawem
Jedyną obawą, że może się to opóźnić jest czas, a konkretnie jego brak. Wierzę, że każdy biznes może odnieść sukces, trzeba go tylko odpowiednio zaplanować.
Postanowiłem, że będę dzielił się z Wami swoimi przygotowaniami do tego celu. Proszę Was również o wsparcie.
W mojej głowie kłębi się mnóstwo pomysłów, nie raz mam z tym problem, żeby to wszystko gdzieś spisywać. Przerost nowych idei może czasami przeszkadzać w realizacji postanowień.
Zdałem sobie ostatnio z tego sprawę i postanowiłem coś z tym zrobić.
Wierzę, ze pisanie tutaj, na moim blogu przyczyni się do poprawy moich niedociągnięć. Mam na myśli niedostateczny perfekcjonizm.
Z jednej strony mam pewne obawy, czy pisanie tu o moich pomysłach nie przyczyni się do tego, że będą one wykorzystane przez inne osoby.
Z drugiej zaś, liczę na Wasze komentarze, które z pewnością będą inspirowały mnie do dalszych działań.
Cały czas pracuję nad technicznymi aspektami tego bloga. Nie jestem zbytnio zadowolony z formy, w jakiej wyświetlają się moje posty. Chciałbym je jakoś uporządkować tematycznie oraz zmienić kolejność wyświetlania. Jednym słowem odczuwam lekki chaos. Dlatego liczę na Waszą opinie i pomoc.
Cały czas szukam osób, które chcą się rozwijać, ludzi, z którymi mógłbym pracować w przyszłości.
Biznes, który chcę stworzyć zaangażuje setki, jeśli nie tysiące ludzi w każdym wieku.
Jeżeli chcesz być pierwsza/y i przyłączyć się do tej działalności, to zachęcam do czytania i dzielenia się swoimi pomysłami, spostrzeżeniami.
Do rzeczy.
Zapewne zdajecie sobie sprawę, że wielkimi krokami nadchodzi nowa era, era informacji (określana zamiennie erą wiedzy, trzecią falą).
Owa era wiedzy stworzy nowe warunki funkcjonowania organizacji. Zastąpi ona wcześniejszą erę przemysłową, w której to nie człowiek, ale narzędzia odgrywały istotną rolę w rozwoju przedsiębiorstw. Konsekwencją tego procesu jest coraz większa rola, jaką wiedza, twórczość i zasoby niematerialne odgrywają w gospodarce i biznesie. Firma analityczna Gartner przewiduje, iż do 2007 roku aż 75% całkowitego wzrostu produktywności przedsiębiorstw będzie efektem zarządzania wiedzą i usprawnień w pracy opartej na wiedzy (knowledge work).(Strojny 2004)
Warunkiem koniecznym sprawnego funkcjonowania systemu zarządzania wiedzą jest
oparcie się na wydajnych rozwiązaniach informatycznych. Zadaniem infrastruktury technologicznej jest przede wszystkim wspomożenie komunikacji międzyludzkiej, poprzez np. rejestracje komunikacji miedzy ludźmi, gromadzenie zapisów, klasyfikacje treści oraz wyciąganie wniosków. Poczta elektroniczna, dzielenie danych, współprojektowanie czy też wideokonferencje są codziennością w wielu przedsiębiorstwach. Wydaje się również, że w najbliższej przyszłości spotkania w rzeczywistości wirtualnej nie będą dla nikogo stanowiły już zaskoczenia.
I właśnie w tych powyższych aspektach upatruję wielką szansę rozwoju swojego biznesu.
Na razie to tyle, więcej już niebawem.
Pozdrawiam.
Artur
O postanowieniach raz jeszcze.
Czy zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje z tymi postanowieniami, które gdzieś sobie ustaliliście, zapisaliście, opublikowaliście, albo ujawniliście na forum?
Jak myślicie, czy wszystkie te ujawnione rzeczy się zrealizują?
Dzisiaj chciałbym wyjaśnić pewne zjawisko, które zachodzi w nas samych. Nie bagatelizowałbym tego, że czegoś nie zrealizowaliśmy. Zresztą sami zobaczcie.
Za każdym razem, gdy patrzymy na jakieś nie zrealizowane postanowienie, cierpi nasze poczucie własnej skuteczności i efektywności.
Nie zrealizowane cele podcinają nam skrzydła. Z kolei te, zrealizowane budują nas.
W takim razie warto je sobie gdzieś spisywać, by w chwilach zwątpienia, powracać do nich.
Kiedy następnym razem będziemy chcieli powiedzieć: „znowu mi się nie udało”, „na pewno nie dam rady, jak zawsze”, „po co to robić, przecież zawsze mi się nie udaje” itp., wrócimy do naszych zapisek. Staną się naszym mieczem, na naszą „wyuczoną bezradność”.
Ja osobiście polecam tę metodę. Na mnie ona fantastycznie działa. Znam też osoby, które jej używają od jakiegoś czasu. I wiecie, co? Na nich też ona działa :)
A co z tymi nie zrealizowanymi? Co zarobić, aby nie podcinały nam skrzydeł?
Jeżeli pozostaną tylko w naszej głowie, gwarantuje Wam, że przenikną do nieświadomej części naszego mózgu, tym samym zaniżając samoocenę. Jeżeli zaś, będą spisane, będziemy mogli je sobie przeanalizować raz jeszcze i wyciągnąć odpowiednie wnioski na przyszłość.
Zadajemy sobie pytania: „Dlaczego mi się nie udało?” „Czego nie wziąłem pod uwagę?”
Jak ustrzec się podobnego błędu w przyszłości?” „Jakie wnioski wyciągnąłem z tej lekcji?”
Nie bójmy się zuchwałych postanowień, bo dzięki nim nasze życie nabiera sensu, jest bardziej kolorowe.
Przypomnijcie sobie o wielkich celach, jakie stawialiście przed sobą w przeszłości. Te cele z obecnej perspektywy, mogą wydawać się nam mało znaczące. Pamiętajcie jednak, że kiedyś startowaliście z innego poziomu. Ta wiedza może tylko utwierdzić Was w przekonaniu, że podążacie w dobrym kierunku, że się rozwijacie.
Jednym z moich osobistych sukcesów było zdobycie stanowiska w światowej korporacji. Dziś wydaje mi się to banalne. Także budowa domu, była dla mnie nie lada wyzwaniem. Dziś mogę powiedzieć wszystkim, że jest to pestka. Ba, nawet spodobało mi się to, do tego stopnia, że przez chwilę myślałem, żeby zająć się deweloperką. To samo dotyczy nauki. Dziś mogę powiedzieć, że wiedza ze studiów mocno się zdezaktualizowała i jeżeli bym jej ciągle nie uzupełniał, stałbym zapewne w miejscu.
A więc do dzieła. Spiszcie wszystko, co pamiętacie. Niech ta lista posłuży Wam do budowania Waszej „misji życiowej”.
Ilu z Was zadaje sobie dziś pytanie? Jakie mam wybrać studia? Gdzie chciałbym pracować? Kim chciałbym być z zawodu? Gdzie chciałbym żyć, mieszkać?
Nie bójcie się stawiać wyzwań. Są to tylko kolejne kroki w Waszym życiu. Jest jednak mały, ba, wielki kruczek w tym wszystkim. A mianowicie, w którą stronę Mamy podążać?
Proponuję zacząć od odnalezienia swoich wartości. To one są motorem naszych działań, dają nam energię i nadają ostateczny sens. - Czytaj więcej.
Dlatego nasze cele powinny być zgodne z naszymi wartościami.
Na koniec przytoczę pewien cytat:
Nasze największe słabości tkwią w poddawaniu się, najpewniejszy sposób na odniesienie sukcesu, to zawsze spróbować jeszcze raz.
Thomas Edison.
Jak myślicie, czy wszystkie te ujawnione rzeczy się zrealizują?
Dzisiaj chciałbym wyjaśnić pewne zjawisko, które zachodzi w nas samych. Nie bagatelizowałbym tego, że czegoś nie zrealizowaliśmy. Zresztą sami zobaczcie.
Za każdym razem, gdy patrzymy na jakieś nie zrealizowane postanowienie, cierpi nasze poczucie własnej skuteczności i efektywności.
Nie zrealizowane cele podcinają nam skrzydła. Z kolei te, zrealizowane budują nas.
W takim razie warto je sobie gdzieś spisywać, by w chwilach zwątpienia, powracać do nich.
Kiedy następnym razem będziemy chcieli powiedzieć: „znowu mi się nie udało”, „na pewno nie dam rady, jak zawsze”, „po co to robić, przecież zawsze mi się nie udaje” itp., wrócimy do naszych zapisek. Staną się naszym mieczem, na naszą „wyuczoną bezradność”.
Ja osobiście polecam tę metodę. Na mnie ona fantastycznie działa. Znam też osoby, które jej używają od jakiegoś czasu. I wiecie, co? Na nich też ona działa :)
A co z tymi nie zrealizowanymi? Co zarobić, aby nie podcinały nam skrzydeł?
Jeżeli pozostaną tylko w naszej głowie, gwarantuje Wam, że przenikną do nieświadomej części naszego mózgu, tym samym zaniżając samoocenę. Jeżeli zaś, będą spisane, będziemy mogli je sobie przeanalizować raz jeszcze i wyciągnąć odpowiednie wnioski na przyszłość.
Zadajemy sobie pytania: „Dlaczego mi się nie udało?” „Czego nie wziąłem pod uwagę?”
Jak ustrzec się podobnego błędu w przyszłości?” „Jakie wnioski wyciągnąłem z tej lekcji?”
Nie bójmy się zuchwałych postanowień, bo dzięki nim nasze życie nabiera sensu, jest bardziej kolorowe.
Przypomnijcie sobie o wielkich celach, jakie stawialiście przed sobą w przeszłości. Te cele z obecnej perspektywy, mogą wydawać się nam mało znaczące. Pamiętajcie jednak, że kiedyś startowaliście z innego poziomu. Ta wiedza może tylko utwierdzić Was w przekonaniu, że podążacie w dobrym kierunku, że się rozwijacie.
Jednym z moich osobistych sukcesów było zdobycie stanowiska w światowej korporacji. Dziś wydaje mi się to banalne. Także budowa domu, była dla mnie nie lada wyzwaniem. Dziś mogę powiedzieć wszystkim, że jest to pestka. Ba, nawet spodobało mi się to, do tego stopnia, że przez chwilę myślałem, żeby zająć się deweloperką. To samo dotyczy nauki. Dziś mogę powiedzieć, że wiedza ze studiów mocno się zdezaktualizowała i jeżeli bym jej ciągle nie uzupełniał, stałbym zapewne w miejscu.
A więc do dzieła. Spiszcie wszystko, co pamiętacie. Niech ta lista posłuży Wam do budowania Waszej „misji życiowej”.
Ilu z Was zadaje sobie dziś pytanie? Jakie mam wybrać studia? Gdzie chciałbym pracować? Kim chciałbym być z zawodu? Gdzie chciałbym żyć, mieszkać?
Nie bójcie się stawiać wyzwań. Są to tylko kolejne kroki w Waszym życiu. Jest jednak mały, ba, wielki kruczek w tym wszystkim. A mianowicie, w którą stronę Mamy podążać?
Proponuję zacząć od odnalezienia swoich wartości. To one są motorem naszych działań, dają nam energię i nadają ostateczny sens. - Czytaj więcej.
Dlatego nasze cele powinny być zgodne z naszymi wartościami.
Na koniec przytoczę pewien cytat:
Nasze największe słabości tkwią w poddawaniu się, najpewniejszy sposób na odniesienie sukcesu, to zawsze spróbować jeszcze raz.
Thomas Edison.
sobota, 21 marca 2009
Dofinansowanie własnego biznesu
Przeglądając ostatnio Internet, przez przypadek dowiedział się, że zanim rozpoczniesz działalność możesz liczyć na dofinansowanie, nawet do 40 tys. W tym przypadku jest to program „Paszport do przedsiębiorczości”. Złożyłem szybko podanie, zawierające podstawowe informacji i czekam. Mają odezwać się w połowie kwietnia.
Powiedziałem sobie, a co tam, nic nie tracę, a mogę tylko zyskać. Wiem, że w tym programie największa szansę mają kobiety poniżej 25 roku życia, które mieszkają w miejscowości poniżej 25 tys. mieszkańców.
Nie planowałem tak szybko otwierać własnego interesu, ale jeżeli będzie wsparcie finansowe, to myślę, że będzie to dla mnie większą motywacją, aby szybciej rozpocząć.
Powiedziałem sobie, a co tam, nic nie tracę, a mogę tylko zyskać. Wiem, że w tym programie największa szansę mają kobiety poniżej 25 roku życia, które mieszkają w miejscowości poniżej 25 tys. mieszkańców.
Nie planowałem tak szybko otwierać własnego interesu, ale jeżeli będzie wsparcie finansowe, to myślę, że będzie to dla mnie większą motywacją, aby szybciej rozpocząć.
Misja naszego życia?
Dla tych, którzy szukają swojej drogi, polecam świetny film okraszony cudowną muzyką.
Mnie osobiście ten film porusza za każdym razem, kiedy go oglądam.
Mnie osobiście ten film porusza za każdym razem, kiedy go oglądam.
Na początek kamienie
Dzisiaj przedstawiam, piękną historię, która z pewnością wprowadziła w zadumę, niejedną osobę.
Oto ona:
“Profesor filozofii stanął przed swymi studentami i położył przed sobą kilka przedmiotów. Kiedy zaczęły się zajęcia, wziął spory słoik i wypełnił go po brzeg dużymi kamieniami. Potem zapytał studentów, czy ich zdaniem słój jest pełny, oni zaś potwierdzili.
Wtedy profesor wziął pudełko żwiru, wsypał do słoika i lekko potrząsnął. Żwir oczywiście stoczył się w wolną przestrzeń między kamieniami. Profesor ponownie zapytał studentów, czy słoik jest pełny, a oni ze śmiechem przytaknęli.
Profesor wziął pudełko piasku i wsypał go, potrząsając słojem. W ten sposób piasek wypełnił pozostałą jeszcze wolną przestrzeń.
Profesor powiedział:
- Chciałbym, byście wiedzieli, że ten słój jest jak Wasze życie. Kamienie - to ważne rzeczy w życiu: Wasza rodzina, Wasz partner, Wasze dzieci, Wasze zdrowie. Gdyby nie było wszystkiego innego, Wasze życie i tak byłoby wypełnione.
Żwir - to inne, mniej ważne rzeczy: pieniądze, mieszkanie albo samochód.
Piasek symbolizuje całkiem drobne rzeczy w życiu, w tym Waszą pracę.
Jeśli nie włożymy kamieni jako pierwszych, później nie będzie to możliwe. Jeżeli najpierw napełnicie słój piaskiem, nie będzie już miejsca na żwir, a tym bardziej na kamienie.
Tak jest też w życiu: Jeśli poświęcicie całą Waszą energię na drobne rzeczy, nie będziecie jej mieli na rzeczy istotne. Dlatego ważne jest, by zadać sobie pytanie: co stanowi kamienie w moim życiu? Następnie włożyć je jako pierwsze do słoja i dbać o nie. Zostanie Wam jeszcze dość czasu na inne sprawy.
Zważajcie przede wszystkim na kamienie - one są tym, co się naprawdę liczy. Reszta to piasek.”
Oto ona:
“Profesor filozofii stanął przed swymi studentami i położył przed sobą kilka przedmiotów. Kiedy zaczęły się zajęcia, wziął spory słoik i wypełnił go po brzeg dużymi kamieniami. Potem zapytał studentów, czy ich zdaniem słój jest pełny, oni zaś potwierdzili.
Wtedy profesor wziął pudełko żwiru, wsypał do słoika i lekko potrząsnął. Żwir oczywiście stoczył się w wolną przestrzeń między kamieniami. Profesor ponownie zapytał studentów, czy słoik jest pełny, a oni ze śmiechem przytaknęli.
Profesor wziął pudełko piasku i wsypał go, potrząsając słojem. W ten sposób piasek wypełnił pozostałą jeszcze wolną przestrzeń.
Profesor powiedział:
- Chciałbym, byście wiedzieli, że ten słój jest jak Wasze życie. Kamienie - to ważne rzeczy w życiu: Wasza rodzina, Wasz partner, Wasze dzieci, Wasze zdrowie. Gdyby nie było wszystkiego innego, Wasze życie i tak byłoby wypełnione.
Żwir - to inne, mniej ważne rzeczy: pieniądze, mieszkanie albo samochód.
Piasek symbolizuje całkiem drobne rzeczy w życiu, w tym Waszą pracę.
Jeśli nie włożymy kamieni jako pierwszych, później nie będzie to możliwe. Jeżeli najpierw napełnicie słój piaskiem, nie będzie już miejsca na żwir, a tym bardziej na kamienie.
Tak jest też w życiu: Jeśli poświęcicie całą Waszą energię na drobne rzeczy, nie będziecie jej mieli na rzeczy istotne. Dlatego ważne jest, by zadać sobie pytanie: co stanowi kamienie w moim życiu? Następnie włożyć je jako pierwsze do słoja i dbać o nie. Zostanie Wam jeszcze dość czasu na inne sprawy.
Zważajcie przede wszystkim na kamienie - one są tym, co się naprawdę liczy. Reszta to piasek.”
Moc wyobraźni - metafora
Leżało dwóch mężczyzn w szpitalu. W jednym pokoju. Jeden z nich miał łóżko skierowane na okno, przez które mógł zobaczyć co się dzieje na zewnątrz. Drugi z nich niestety nie mógł tego widzieć. Mógł leżeć tylko w swoim łóżku i patrzeć w górę. Ten pierwszy opowiadał mu co się dzieje na zewnątrz szpitala. I tak mówił mu, jak pięknie tam jest, piękne drzewa, jezioro, bawiące się dzieci. Każdego dnia opowiadał mu o tych pięknych rzeczach. Pewnej nocy mężczyzna leżący przy oknie zaczął się dusić i nie mógł dosięgnąć przycisku za pomocą, którego wezwałby pielęgniarkę. Ten drugi to słysząc też nie przycisnął, chciał dostać jego łóżko i widzieć te wszystkie piękne rzeczy i krajobrazy. Z rana faktycznie dostał to łóżko, lecz gdy spojrzał za okno zobaczył tylko mur. Zapytał więc, gdzie jest to jezioro, te drzewa, te dzieci, o których mu sąsiad opowiadał. A pielęgniarka odpowiedziała mu tylko "Nadzieja nic nie kosztuje, proszę Pana".
piątek, 20 marca 2009
Dlaczego odrzucasz moją propozycję?
Metafora „Słońce i wiatr”.
Kiedyś Słońce i Wiatr rywalizowały ze sobą o to, które z nich jest najsilniejsze. Oczywiście żadne nie chciało ustąpić uważając, że to właśnie one jest najsilniejsze. Pewnego dnia Słońce postanowiło rozwikłać odwieczny konflikt, zapraszając Wiatr do zawodów. Zwycięzca miał być tym najsilniejszym. Konkurencje były staranie przygotowane. Wiatr oczywiście się zgodził, uważając, że wygra bez problemu. W dniu zawodów wybrali się na pustynie, gdzie miały się one odbyć. Pierwsza konkurencja wyglądała w sposób następujący. Słońce powiedziało do Wiatru :"Widzisz tego faceta co idzie? ściągnij mu kurtkę" Wiatr pomyślał sobie, że to banalne zadanie. I zaczął wiać... najpierw delikatnie, ale to nic nie dało, potem coraz mocniej, ale im mocniej wiał tym mężczyzna coraz mocniej trzymał kurtkę. Wiatr jednak się nie podawał i wiał z coraz większą siłą, na przekór mężczyzna coraz mocniej trzymał swoją własność. Po pewnym czasie Wiatr się podał. Teraz była kolej Słońca, które zaczęło świecić, najpierw delikatnie a potem coraz mocniej i mocniej. Z mężczyzny zaczął ściekać pot, gdy się tylko zorientował, sam ściągnął kurtkę.
W naszym codziennym życiu jest podobnie, ciągle rywalizujemy ze sobą i uważamy, że nasze pomysły są najlepsze. W rezultacie okazuje się, że często przegrywamy.
Skąd to się bierze? Dlaczego odrzucamy czyjeś propozycje?
Jest wiele powodów takiego postępowania, między innymi:
1. Przyjęcie propozycji wymaga działania.
2. W wyniku przyjęcia propozycji, ktoś może zdobyć sobie większe uznanie niż my.
3. Za pomysłem opowiada się ktoś, kogo nie lubimy.
4. Spieranie się, czy odrzucanie cudzych pomysłów daje nam poczucie, że jesteśmy inteligentniejsi.
5. Propozycja brzmi ryzykownie, głupio, nieoryginalnie.
6. Uważamy pomysł za „zły”, albo niepraktyczny.
7. Wolimy własne pomysły.
8. Nie rozumiemy pomysłów innych osób.
9. Nie zauważamy, ze złożono nam propozycję.
10. Na koniec, konflikt jest ekscytujący.
Następnym razem zanim powiesz „nie” spójrz na powyższa listę albo przypomnij sobie metaforę o „słońcu i wietrze” i zastanów się czy warto się spierać.
Pozdrawiam.
Artur Rak
Kiedyś Słońce i Wiatr rywalizowały ze sobą o to, które z nich jest najsilniejsze. Oczywiście żadne nie chciało ustąpić uważając, że to właśnie one jest najsilniejsze. Pewnego dnia Słońce postanowiło rozwikłać odwieczny konflikt, zapraszając Wiatr do zawodów. Zwycięzca miał być tym najsilniejszym. Konkurencje były staranie przygotowane. Wiatr oczywiście się zgodził, uważając, że wygra bez problemu. W dniu zawodów wybrali się na pustynie, gdzie miały się one odbyć. Pierwsza konkurencja wyglądała w sposób następujący. Słońce powiedziało do Wiatru :"Widzisz tego faceta co idzie? ściągnij mu kurtkę" Wiatr pomyślał sobie, że to banalne zadanie. I zaczął wiać... najpierw delikatnie, ale to nic nie dało, potem coraz mocniej, ale im mocniej wiał tym mężczyzna coraz mocniej trzymał kurtkę. Wiatr jednak się nie podawał i wiał z coraz większą siłą, na przekór mężczyzna coraz mocniej trzymał swoją własność. Po pewnym czasie Wiatr się podał. Teraz była kolej Słońca, które zaczęło świecić, najpierw delikatnie a potem coraz mocniej i mocniej. Z mężczyzny zaczął ściekać pot, gdy się tylko zorientował, sam ściągnął kurtkę.
W naszym codziennym życiu jest podobnie, ciągle rywalizujemy ze sobą i uważamy, że nasze pomysły są najlepsze. W rezultacie okazuje się, że często przegrywamy.
Skąd to się bierze? Dlaczego odrzucamy czyjeś propozycje?
Jest wiele powodów takiego postępowania, między innymi:
1. Przyjęcie propozycji wymaga działania.
2. W wyniku przyjęcia propozycji, ktoś może zdobyć sobie większe uznanie niż my.
3. Za pomysłem opowiada się ktoś, kogo nie lubimy.
4. Spieranie się, czy odrzucanie cudzych pomysłów daje nam poczucie, że jesteśmy inteligentniejsi.
5. Propozycja brzmi ryzykownie, głupio, nieoryginalnie.
6. Uważamy pomysł za „zły”, albo niepraktyczny.
7. Wolimy własne pomysły.
8. Nie rozumiemy pomysłów innych osób.
9. Nie zauważamy, ze złożono nam propozycję.
10. Na koniec, konflikt jest ekscytujący.
Następnym razem zanim powiesz „nie” spójrz na powyższa listę albo przypomnij sobie metaforę o „słońcu i wietrze” i zastanów się czy warto się spierać.
Pozdrawiam.
Artur Rak
poniedziałek, 16 marca 2009
Pozbądź się uzależnienia
Autorem dzisiejszego posta jest Adam Dębowski.
Artykuł pochodzi z NLP.NET
Pozbądź się uzależnienia
Metoda, którą opisałem poniżej możesz stosować w wielu kontekstach. Możesz używać jej do wywalenia palenia, czy ograniczenia niezdrowego jedzenia. Możesz też zastosować to w kontekście pracy, nauki, czy relacji. Być może jest tak, że jesteś od kogoś albo czegoś jeszcze uzależniony. Ponieważ to TY TWORZYSZ ŚWIAT dostajesz do ręki narzędzia, które dają Ci kontrolę nad swoim życiem i zdrowiem. Jest to jedna z metod, którą możesz wykorzystać do zmiany swojego życia.
Techniki są omówione na przykładzie palenia:
1. Znajdź wystarczający powód, aby rzucić palenie!! Po co chcesz to zrobić? Co ci to da?
2. Ustal plan!
a. Co Ci daje palenie? Co zyskujesz dzięki paleniu? - Jeszcze możesz palić ponieważ masz określoną intencję, która jest zapewne dobra dla Ciebie. Np. dzięki paleniu się relaksujesz i odprężasz. Intencja jest bardzo dobra. Wykonanie gorsze.
b. Teraz znajdujesz inne źródła zasobów, które dawało Ci kiedyś palenie. Jeśli otrzymywałeś kiedyś spokój i luz, to znajdź sposoby na to, jak bez fajki się odprężać. Gdy znajdziesz to, wtedy wypełnisz lukę, która pozostanie po wyrzuceniu palenia.
c. Co zrobisz w czasie wolnym, gdy nie będziesz palić? Jak wypełnisz ten czas, który przeliczany jest na godziny w aspekcie np. miesiąca?
3. Obrzydzenie papierosów - aby to zrobić potrzebujesz dwóch narzędzi:
a. Budowanie obrazów w umyśle - stwórz negatywny obraz papierosa. Wyobraź sobie, że jest zrobiony z czarnego kału, rzygów, flegmy, rozkładającej się ryby, zwierzęcia i ma zapach rozkładających się zwłok. Przybliż ten obraz i sprawdź, czy masz ochotę na wypalenie papierosa. W tym ćwiczeniu potrzebujesz bądź osoby, która przeprowadzi Cię przez określone obrazy, bądź sam potrzebujesz wiedzy, jak budować Submodalności obrazów.
b. Kręcenie uczuć - każde uczucie krąży w Twoim ciele, Każde! Teraz, weź uczucie nieprzyjemne, negatywne, takie które kojarzy Ci się z np. rzyganiem albo z czymś obrzydliwym. Zlokalizuj to uczucie w swoim ciele. Poczuj je dokładnie w swoim ciele. Niech się powiększa i przyspiesza. Skojarz to z papierosami!!
4. Skorzystaj z linii czasu i zbuduj przyszłość w swojej głowie z paleniem i bez palenia.
5. Negocjuj poprzez rozmowę ze swoją podświadomością - naucz się negocjacji ze swoim umysłem i ciałem. Niezwykła umiejętność, która polega tylko i wyłącznie na rozmowie.
Artykuł pochodzi z NLP.NET
Pozbądź się uzależnienia
Metoda, którą opisałem poniżej możesz stosować w wielu kontekstach. Możesz używać jej do wywalenia palenia, czy ograniczenia niezdrowego jedzenia. Możesz też zastosować to w kontekście pracy, nauki, czy relacji. Być może jest tak, że jesteś od kogoś albo czegoś jeszcze uzależniony. Ponieważ to TY TWORZYSZ ŚWIAT dostajesz do ręki narzędzia, które dają Ci kontrolę nad swoim życiem i zdrowiem. Jest to jedna z metod, którą możesz wykorzystać do zmiany swojego życia.
Techniki są omówione na przykładzie palenia:
1. Znajdź wystarczający powód, aby rzucić palenie!! Po co chcesz to zrobić? Co ci to da?
2. Ustal plan!
a. Co Ci daje palenie? Co zyskujesz dzięki paleniu? - Jeszcze możesz palić ponieważ masz określoną intencję, która jest zapewne dobra dla Ciebie. Np. dzięki paleniu się relaksujesz i odprężasz. Intencja jest bardzo dobra. Wykonanie gorsze.
b. Teraz znajdujesz inne źródła zasobów, które dawało Ci kiedyś palenie. Jeśli otrzymywałeś kiedyś spokój i luz, to znajdź sposoby na to, jak bez fajki się odprężać. Gdy znajdziesz to, wtedy wypełnisz lukę, która pozostanie po wyrzuceniu palenia.
c. Co zrobisz w czasie wolnym, gdy nie będziesz palić? Jak wypełnisz ten czas, który przeliczany jest na godziny w aspekcie np. miesiąca?
3. Obrzydzenie papierosów - aby to zrobić potrzebujesz dwóch narzędzi:
a. Budowanie obrazów w umyśle - stwórz negatywny obraz papierosa. Wyobraź sobie, że jest zrobiony z czarnego kału, rzygów, flegmy, rozkładającej się ryby, zwierzęcia i ma zapach rozkładających się zwłok. Przybliż ten obraz i sprawdź, czy masz ochotę na wypalenie papierosa. W tym ćwiczeniu potrzebujesz bądź osoby, która przeprowadzi Cię przez określone obrazy, bądź sam potrzebujesz wiedzy, jak budować Submodalności obrazów.
b. Kręcenie uczuć - każde uczucie krąży w Twoim ciele, Każde! Teraz, weź uczucie nieprzyjemne, negatywne, takie które kojarzy Ci się z np. rzyganiem albo z czymś obrzydliwym. Zlokalizuj to uczucie w swoim ciele. Poczuj je dokładnie w swoim ciele. Niech się powiększa i przyspiesza. Skojarz to z papierosami!!
4. Skorzystaj z linii czasu i zbuduj przyszłość w swojej głowie z paleniem i bez palenia.
5. Negocjuj poprzez rozmowę ze swoją podświadomością - naucz się negocjacji ze swoim umysłem i ciałem. Niezwykła umiejętność, która polega tylko i wyłącznie na rozmowie.
sobota, 14 marca 2009
Mój komentarz
Na pewno zauważyłeś drogi czytelniku, że w ostatnim czasie na moim blogu pojawiło się wiele postów nie mojego autorstwa. Mam ostatnio niewiele wolnego czasu. Wyszedłem jednak z założenia, że lepiej wrzucać coś regularnie, nawet nie swojego, bo tylko w ten sposób mogę utrzymać ten blog przy życiu. Gwarantuję jednak, że posty które umieszczam są przeze mnie wyselekcjonowane, tak aby mieściły się w tematyce, w której się poruszam na co dzień.
Wprowadziłem także nową funkcję. Jest nią ocena każdego posta. Wystawiając ocenę po przeczytaniu danego artykułu, dajesz mi wskazówkę co do jakości oraz przydatności prezentowanych tu treści, a tym samym przyczyniasz się rozwoju tego bloga. Zachęcam także do komentarzy po każdym artykule.
Pozdrawiam.
Artur Rak
Wprowadziłem także nową funkcję. Jest nią ocena każdego posta. Wystawiając ocenę po przeczytaniu danego artykułu, dajesz mi wskazówkę co do jakości oraz przydatności prezentowanych tu treści, a tym samym przyczyniasz się rozwoju tego bloga. Zachęcam także do komentarzy po każdym artykule.
Pozdrawiam.
Artur Rak
Mowa ciała
Przeglądając strony www, natrafiłem na niesamowity film. Zobacz jak można wiele zdziałać za pomocą mowy ciała. W tym przypadku...tańcem.
Pozdrawiam,
Artur Rak
Pozdrawiam,
Artur Rak
piątek, 13 marca 2009
Obwieszenie przekonaniami
Kiedy zaczniemy się uważnie przyglądać. Najpierw naszym przekonaniom o sobie samym, o otaczającym nas świecie, o ludziach których napotykamy na swojej drodze. Dostrzeżemy zależność między przekonaniami a rzeczywistością.
Zaproponuję wam, wyprawę w głąb siebie na spotkanie z naszymi przekonaniami . Spróbujmy spokojnie usiąść i zastanowić się, nad zdaniami jakie zapadły nam w pamięci. Wynotujmy je wszystkie. Słowa powtarzane przez naszych rodziców, bliskich, przyjaciół oraz zupełnie obcych ludzi. Wykorzystajmy tabele przekonania, na której będziemy je wypisywać. Jeżeli pamiętamy kto je do nas wypowiedział, zanotujmy. Listę tą uważajmy za otwartą i dopisujmy wszystko co nam się przypomni. Będzie to wspaniały materiał do przepracowania z Radykalnym Wybaczaniem. Dajmy sobie prawo do wspomnień.
Popatrzmy na siebie jak na piękny krajobraz. Możemy użyć do tego celu lustra: oto jestem, oto moja piękna twarz, oto ja - nie ja. Ktoś kogo chcę poznać, zaprzyjaźnić się z nim, pokochać go. Zastanówmy się kogo widzimy. Postarajmy się dokładnie opisać każdy najmniejszy szczegół, detal naszej twarzy, postaci. Nie osądzajmy się. Zachwyćmy się sobą niczym maleńkim dzieckiem. Jeżeli pojawia się coś, co nam się w sobie nie podoba, spróbujmy to potraktować jako osądy, które zostały nam narzucone z zewnątrz. Wynotujmy je. To będzie kolejny materiał do pracy.
A teraz wróćmy do założenia że świat jest odzwierciedleniem naszych przekonań. Zastanówmy się nad tym co wynotowaliśmy. Ile jest cierpienia, bólu, złości i nienawiści w tym co wynotowaliśmy?
Przejdźmy do działania. Collin nazywa Radykalne technologią przetwarzania emocji. Mnie jest bliskie potraktowanie tego co daje Radykalne, jako zestawu narzędzi. A jednym z nich jest właśnie arkusz. Użyjmy więc tego narzędzia do przetworzenia emocji bólu, cierpienia, krzywdy.
Sięgnijmy do naszej listy i zobaczmy, że kaleczymy się powtarzając po innych że jesteśmy: za głupi, za brzydcy, nic nie warci, nie atrakcyjni, nie zasługujemy na miłość, nie zasługujemy na obfitość itd. itp.
Każde z naszych przekonań o sobie jest nabyte. Jest nam wmówione, narzucone. Zapominamy złe słowa wypowiedziane w naszą stronę, pozornie wybaczamy. A jednak pozostają jak pętle. W psychologii buddyjskiej istnieje termin samjodźana, który oznacza wewnętrzne twory, pęta albo węzły. Kiedy ktoś powie ci kilka niemiłych słów, a ty, nie rozumiejąc go wpadniesz w złość, zawiąże się w tobie taki węzeł. Najczęstszym powodem powstawania takich węzłów jest brak zrozumienia. Nasz umysł nie chce przyjąć, że nosi w sobie negatywne uczucia (strach czy żal), ukrywa je rzadko odwiedzanych rejonach świadomości.
Zachęcam do pisania arkuszy na autorów przekonań. Zachęcam do wybaczania. Nawet a może zwłaszcza gdy wydaje się nam, że nie mamy komu wybaczyć. To proste ćwiczenie z przekonaniami ukazuje nam, że trzymamy w sobie niechęć innych, przetworzoną przez lata, na niechęć do siebie samych. Zachęcam do pisania arkuszy „na siłę”. Im mniej nam się chce pisać, tym bardziej powinniśmy. Dla mnie arkusze otworzyły drogę do zmiany. Stały się pierwszym znakiem na szlaku radykalnych zmian w moim życiu.
Jeżeli ktoś raz powie „jesteś głupi” możesz tego nie zauważyć, po kilku razach sam siebie będziesz nazywał głuptakiem.
AUTOR: Marcin Kurnik
--------------------------------------------------------------------------------
Autor jest trenerem Radykalnego Wybaczania. Więcej informacji na stronie...
Zaproponuję wam, wyprawę w głąb siebie na spotkanie z naszymi przekonaniami . Spróbujmy spokojnie usiąść i zastanowić się, nad zdaniami jakie zapadły nam w pamięci. Wynotujmy je wszystkie. Słowa powtarzane przez naszych rodziców, bliskich, przyjaciół oraz zupełnie obcych ludzi. Wykorzystajmy tabele przekonania, na której będziemy je wypisywać. Jeżeli pamiętamy kto je do nas wypowiedział, zanotujmy. Listę tą uważajmy za otwartą i dopisujmy wszystko co nam się przypomni. Będzie to wspaniały materiał do przepracowania z Radykalnym Wybaczaniem. Dajmy sobie prawo do wspomnień.
Popatrzmy na siebie jak na piękny krajobraz. Możemy użyć do tego celu lustra: oto jestem, oto moja piękna twarz, oto ja - nie ja. Ktoś kogo chcę poznać, zaprzyjaźnić się z nim, pokochać go. Zastanówmy się kogo widzimy. Postarajmy się dokładnie opisać każdy najmniejszy szczegół, detal naszej twarzy, postaci. Nie osądzajmy się. Zachwyćmy się sobą niczym maleńkim dzieckiem. Jeżeli pojawia się coś, co nam się w sobie nie podoba, spróbujmy to potraktować jako osądy, które zostały nam narzucone z zewnątrz. Wynotujmy je. To będzie kolejny materiał do pracy.
A teraz wróćmy do założenia że świat jest odzwierciedleniem naszych przekonań. Zastanówmy się nad tym co wynotowaliśmy. Ile jest cierpienia, bólu, złości i nienawiści w tym co wynotowaliśmy?
Przejdźmy do działania. Collin nazywa Radykalne technologią przetwarzania emocji. Mnie jest bliskie potraktowanie tego co daje Radykalne, jako zestawu narzędzi. A jednym z nich jest właśnie arkusz. Użyjmy więc tego narzędzia do przetworzenia emocji bólu, cierpienia, krzywdy.
Sięgnijmy do naszej listy i zobaczmy, że kaleczymy się powtarzając po innych że jesteśmy: za głupi, za brzydcy, nic nie warci, nie atrakcyjni, nie zasługujemy na miłość, nie zasługujemy na obfitość itd. itp.
Każde z naszych przekonań o sobie jest nabyte. Jest nam wmówione, narzucone. Zapominamy złe słowa wypowiedziane w naszą stronę, pozornie wybaczamy. A jednak pozostają jak pętle. W psychologii buddyjskiej istnieje termin samjodźana, który oznacza wewnętrzne twory, pęta albo węzły. Kiedy ktoś powie ci kilka niemiłych słów, a ty, nie rozumiejąc go wpadniesz w złość, zawiąże się w tobie taki węzeł. Najczęstszym powodem powstawania takich węzłów jest brak zrozumienia. Nasz umysł nie chce przyjąć, że nosi w sobie negatywne uczucia (strach czy żal), ukrywa je rzadko odwiedzanych rejonach świadomości.
Zachęcam do pisania arkuszy na autorów przekonań. Zachęcam do wybaczania. Nawet a może zwłaszcza gdy wydaje się nam, że nie mamy komu wybaczyć. To proste ćwiczenie z przekonaniami ukazuje nam, że trzymamy w sobie niechęć innych, przetworzoną przez lata, na niechęć do siebie samych. Zachęcam do pisania arkuszy „na siłę”. Im mniej nam się chce pisać, tym bardziej powinniśmy. Dla mnie arkusze otworzyły drogę do zmiany. Stały się pierwszym znakiem na szlaku radykalnych zmian w moim życiu.
Jeżeli ktoś raz powie „jesteś głupi” możesz tego nie zauważyć, po kilku razach sam siebie będziesz nazywał głuptakiem.
AUTOR: Marcin Kurnik
--------------------------------------------------------------------------------
Autor jest trenerem Radykalnego Wybaczania. Więcej informacji na stronie...
Cena sukcesu
Sukces przychodzi jednym łatwiej innym trudniej, ale wszyscy, którzy sięgnęli po sukces musieli w swoim czasie wyjść poza swoją strefę komfortu. Może nie do końca afiszowali się z tym przed światem, ale jeszcze nikt nie zrobił kariery taplając się w ciepłym bagienku.
To jest cena sukcesu. Jak jest ona wysoka zależy tylko od ciebie. To czy będziesz trząsł portkami, czy potraktujesz wyzwanie jako immanentną część projektu i przejdziesz nad nim do porządku rzeczy zależy przede wszystkim od tego czy w przeszłości rodzina wspierała twoje samodzielne próby poznawania świata. Jeśli tak, to pewnie wychodzenie ze strefy komfortu nie jest dla ciebie przełomem. Wszędzie czujesz się bezpiecznie. Co więcej, dreszczyk emocji działa na ciebie stymulująco. Natomiast, jeśli jako dziecko często słyszałeś krzyki rodziców, żywiono cię nakazami i zakazami, krytykowano – spodziewaj się, że nie będzie łatwo. Na pociechę dodam, że im trudniej coś osiągnąć, tym wartość dokonań większa.
W momencie podjęcia decyzji o wyjściu poza swój bezpieczny świat, musisz zrobić jeszcze jedną rzecz: zaakceptować swój strach. Strach ten automatycznie budzi się w nas, kiedy zdamy sobie sprawę z faktu, że za chwilę opuścimy nasze komfortowe podwórko. I tu jest pies pogrzebany. Pracujemy nad strefą komfortu przez lata. Wszyscy chcemy się czuć kochani, szanowani.. A tu nagle nasz emocjonalny dorobek trzeba porzucić i wkroczyć na wielce niepewny teren. Niewielu się na to zdobywa. Jednak marzenia czasem są silniejsze niż nasze przywiązanie do wygody i zdobytej pozycji społecznej.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o wyjściu ze sfery komfortu wydawało mi się, że to nic prostszego. „Wielkie mi halo, zrobić coś, czego wcześniej nie robiłam. I o tym pani pisze pracę? Że niby to jakieś wyzwanie? Koń by się uśmiał”.
Ale co to naprawdę oznacza, proszę konia? Ano, że wystawiamy się na niezbyt przyjemne sytuacje. Wkraczając w nieznane sobie rewiry możemy narazić się na śmieszność, odrzucenie, krytykę i parę innych dramatycznych przeżyć, począwszy od niemiłej obsługi pani w okienku a na wyśmianiu projektu przez potencjalnego inwestora skończywszy. Różne sytuacje, różnie przez nas samych odbierane. Łączy je wspólny mianownik: nasze kiepskie samopoczucie. Jeśli pomimo krzywego spojrzenia pani urzędniczki, pomimo utraty głównego sponsora – idziemy dalej, to znak, że utrzymujemy stały kurs na sukces. I nieważne jest, co myślą inni, ani jak oni postąpiliby w tej sytuacji. Ważne jest, co jest w naszej głowie i jak oceniamy dany ruch. Jeśli wydaje nam się, że zrobiliśmy milowy krok, to nie ma co do tego żadnych wątpliwości – ZROBILIŚMY GO. Tutaj my jesteśmy najwyższą instancją oceniającą. Świat się może przyglądać i przyklasnąć lub nie, ale my wiemy najlepiej ile nas to kosztowało.
PORAŻKA TO CZĘŚĆ SUKCESU
Gorzej, że pierwszy krok to nie wszystko. Już nawet małe dzieci wiedzą, że po pierwszym kroku trzeba zrobić następny inaczej się upada.
No właśnie. W takim razie może chwilę o upadku. Co się dzieje, kiedy nieprzygotowani wychodzimy ze strefy komfortu? Częstokroć upadamy na duchu. Przeraża nas to, że sprawy nie dzieją się po naszej myśli, że tam nie jest tak miło jak tutaj, że wszystko jest takie nieznane. Dlatego wracamy do znanej rzeczywistości, nawet jeśli jest to rzeczywistość niekoniecznie lubiana. Jest i pozytywny akspekt tego zjawiska. Otóż nasze powroty są wpisane w scenariusz. Tak jak dziecko musi się kilka razy przewrócić, tak my musimy potrenować wychodzenie i wracanie do naszej sfery komfortu. Ważne, żebyśmy mieli do czego wracać. Dobrze jest sobie poeksperymentować, żeby przekonać się, że upadki nie kosztują nas życie. Dlatego jest prośba: nie palcie od razu za sobą mostów! Dajcie sobie prawo do pomyłek, do testowania różnych opcji i testowania siebie. Pamiętajcie, że tworzycie się na nowo. Nie wiecie jak się zachowacie w określonej sytuacji. Jeszcze w niej nie byliście. Na razie tylko wam się wydaje, że wiecie jak się zachowacie. Rzeczywistość może was przerosnąć. Ale może też pozytywnie zaskoczyć. Ważnym jest żeby dać sobie prawo do porażki. Małe sprostowanie: przyznanie sobie prawa do porażki to zgoła inne nastawienie od rozpoczynania wędrówki bez wiary w sukces. Wiara w sukces jest niezbędna. Bez niej nie ruszycie z miejsca. To punkt wyjścia i najwierniejszy towarzysz naszej podróży.
Zróbmy sobie małą przerwę i zobaczmy, co wzięliśmy w podróż do sukcesu. W naszych bagażach na chwilę obecną mamy: wyjście poza strefę komfortu, prawo do porażki, wiarę w sukces.
PLAN OPTYMISTYCZNY, REALISTYCZNY CZY WSTECZNY?
Czas wspomnieć o czymś, co dla mnie jest wyjątkowo niekomfortowe: konsekwencja.
Ilekroć czytam, że powinnam być konsekwentna w tym co robię aż się jeżę cała pod skórą. A jednak ta konsekwencja jest niezbędna. Staram się o niej zbytnio nie myśleć. Mam swoją wizję celu i tylko jej poświęcam uwagę, na niej się koncentruję. Co jakiś czas zatrzymuję się i patrzę wstecz. Dopiero wtedy widzę, że przeszłam kawał drogi. Jestem bliższa mojemu celu, a więc przyznaję sobie nagrodę za konsekwencję. Jedną z prostszych technik na osiąganie wielkich celów jest metoda małych kroków.
Od razu nasuwa mi się analogia rodem z bajek o walecznym rycerzu. Nasz bohater zabił smoka. Pokonał własny strach. Wyszedł ze swojej strefę komfortu i co? Nagroda? Tak, tylko gdzie? Na wieży! Królewna przecież zamknięta w wieży. A miało być tak pięknie. Wydawało się, że skoro smok zabity to cel osiągnięty. A tu dopiero się trzeba narobić. Im ładniejsza królewna tym w wyższej wieży ją zamykali. I tutaj ani hart ducha, ani wielka odwaga nie pomogą. Trzeba mozolnie wspinać się po schodach. A widok na nasz cel jest taki jak wąskiej klatce schodowej: ciemno, szaro, końca nie widać. Prawda, że mało atrakcyjny? Całe szczęście, że mamy wyobraźnię. Oczami duszy można zobaczyć ten wspaniały widok, który ukaże się naszym oczom fizycznym po wejściu na szczyt i otwarciu komnaty.
Przygotujmy się do tej wspinaczki odpowiednio. Przede wszystkim napiszmy plan. Będzie to nasze pierwsze zderzenie z rzeczywistością, ale jednocześnie oswajanie demona wysokiej wieży. Jeśli w punktach napiszemy konkretnie, co robimy i kiedy, wtedy nasz cel nabierze znamion realności. I oto tu chodzi.
Sprytnym pomysłem jest pisanie planu wstecz. Zastanów się, kiedy chciałbyś, żeby twój plan się zrealizował. A potem przemyśl, ile czasu zajmie ci pokonywanie poszczególnych etapów dojścia do celu. Staraj się podchodzić do tematu realistycznie. Pamiętaj, że nie zawsze będziesz entuzjastycznie nastawiony, że masz jeszcze inne zadania, czasem chciałbyś odpocząć, czasem ci się nie będzie chciało, a czasem wydarzy się coś niespodziewanego. Zostaw sobie margines błędu przy przygotowywaniu harmonogramu.
Osobiście mam zwyczaj pisania 2 planów. Jeden to plan optymistyczny a drugi realistyczny (unikam określenia „pesymistyczny”, choć właśnie o to tutaj chodzi). Optymistyczny, to plan który zakłada że będę w formie, że wszystko się ułoży. Plan optymistyczny tak naprawdę jest planem wymagającym ode mnie sporych poświęceń i nakładu pracy. No, ale przy jego pisaniu jestem tak naładowana dobrą energią i tak pełna chęci zmian, że wierzę że przeniosę góry. I czasem tak się dzieje! Plan optymistyczny jest moim podstawowym planem. Dopiero kiedy zdaję sobie sprawę, że w ludzkiej mocy nie jest jego realizacja a ja nie jestem herosem, wyciągam z szuflady plan B, czyli plan realistyczny. Wtedy z przyjemnością konstatuję, że nie jest tak źle. Jednak gdybym od razu założyła sobie bezpieczne terminy przewidując, że z tym czy tamtym sobie nie poradzę, to tak stałoby się na pewno. Wymagając od siebie więcej i osiągam więcej. Wiem na ile mnie stać. Lubię wyzwania. Dlatego nie lubię sobie dawać forów. To jak wysoko mierzymy jest sprawą indywidualną. Teraz stawiam sobie ambitne cele, ale zaczynałam od drobiazgów. Nie deprecjonujmy swoich umiejętności tylko dlatego, że w pierwszych miesiącach działania naszego projektu nie wymyśliliśmy od razu lekarstwa na raka.
UŚCISK DŁONI PREZESA
Mamy już przygotowany plan i właściwie moglibyśmy się zabrać do realizacji. Jednak ostrzegam, że bez tego elementu będzie nam o wiele trudniej w dalszej drodze. A jest nim…? Nagroda! Niezmiernie ważny element zdobywania skarbu. Nagradzanie się za poszczególne etapy, za małe zwycięstwa, za każdy mały krok. Otwarcie przyznam, że dla mnie było to zawsze największym wyzwaniem. Co tam pokonać smoka. Już macham szabelką. Co tam wspiąć się po setkach stopni wieży.. nie pierwsza to moja wieża, nie pierwsza królewna. Ale nagradzać się za pokonanie pierwszego stopnia?! Toż to rozpusta. Poznać tu rękę rodzicielską, która rzadko chwaliła. Teraz ja dla siebie mało hojna jestem. Zawsze wydawało mi się, że nagrodą będzie samo osiągnięcie celu. Teraz jestem mądrzejsza. Wiem, że moja podświadomość nienagradzana na lotnych premiach może się zbuntować. Nie będzie chciała kooperować, co więcej może sabotować moje działania. W naszym interesie jest nagradzać siebie ile się da, za wszystko. Wiem, że to trudne zadanie, ale trzeba się przełamać. Czy wiesz już, co dasz sobie w prezencie, kiedy po raz pierwszy usłyszysz, że pomysł jest beznadziejny lub że nie da się tego zrobić tak jak chcesz? Tak, tak. To nie pomyłka, nagradzać siebie za przyjęcie porażki na klatę i nie porzucenie swego marzenia, nie odstawienia go do teczki spraw nierealnych - to wbrew pozorom spore wyzwanie. Mamy wtedy tendencje do nadmiernego krytykowania siebie. Nie dość, że świat nam dał popalić, my jeszcze sobie dokładamy. To jedno z naszych uwarunkować społecznych. Jesteśmy bardziej przyzwyczajeni do krytyki niż do pochwał. Czas to zmienić, jeśli ci sukces miły! Nie oznacza to, że nie możesz sobie dać prawa do chwili upadku, doła, małego załamania, roztkliwiania się nad sobą, płaczu, złości, agresji. Wszystkie chwyty dozwolone. Bylebyś tylko potem wstał, strzepał z siebie pył bitewny i wrócił do realizacji swojego planu. Wyciągnij wniosek z tego co się zdarzyło. Może zastanowisz się nad nową strategią postępowania? Może zdecydujesz, że jeszcze nie czas trąbić głośno o pomyśle zanim nabierze realnego kształtu? A może zechcesz zweryfikować jego kształt? Wszystko jest możliwe, bo tylko krowa nie zmienia poglądów.
I koniecznie daj sobie nagrodę! Trzeba o tym pamiętać. Nie musi to być od razu samochód. Nagrodą może być coś małego, drobiazg, który zwrócił twoją uwagę, masaż, wyjście do kina, chwila relaksu, spacer, wyjazd w góry lub inne ulubione miejsce. A może po prostu spojrzenie w gwiazdy i obdarzenie siebie wewnętrznym uśmiechem. Sam będziesz wiedział najlepiej co sprawi ci w danej chwili przyjemność. Im częściej będziesz się nagradzał, tym bardziej ochoczo twoja podświadomość będzie podejmowała ryzykowne wyzwania. Tym chętniej będzie sprzyjać ci w realizacji twoich celów.
Dzięki temu następnym razem, kiedy coś się nie powiedzie zgodnie z twoim planem, uśmiechniesz się w duchu do siebie. Teraz już wiesz, że w wyprawie po złote runo zdarzają się niespodzianki. Wiesz to z własnego doświadczenia, bo to nie pierwsza twoja wyprawa. Nie takie smoki już pokonywałeś i nie takie księżniczki zdobywałeś!
AUTOR:
Beata Chałat
www.solaris-rozwojosobisty.pl
To jest cena sukcesu. Jak jest ona wysoka zależy tylko od ciebie. To czy będziesz trząsł portkami, czy potraktujesz wyzwanie jako immanentną część projektu i przejdziesz nad nim do porządku rzeczy zależy przede wszystkim od tego czy w przeszłości rodzina wspierała twoje samodzielne próby poznawania świata. Jeśli tak, to pewnie wychodzenie ze strefy komfortu nie jest dla ciebie przełomem. Wszędzie czujesz się bezpiecznie. Co więcej, dreszczyk emocji działa na ciebie stymulująco. Natomiast, jeśli jako dziecko często słyszałeś krzyki rodziców, żywiono cię nakazami i zakazami, krytykowano – spodziewaj się, że nie będzie łatwo. Na pociechę dodam, że im trudniej coś osiągnąć, tym wartość dokonań większa.
W momencie podjęcia decyzji o wyjściu poza swój bezpieczny świat, musisz zrobić jeszcze jedną rzecz: zaakceptować swój strach. Strach ten automatycznie budzi się w nas, kiedy zdamy sobie sprawę z faktu, że za chwilę opuścimy nasze komfortowe podwórko. I tu jest pies pogrzebany. Pracujemy nad strefą komfortu przez lata. Wszyscy chcemy się czuć kochani, szanowani.. A tu nagle nasz emocjonalny dorobek trzeba porzucić i wkroczyć na wielce niepewny teren. Niewielu się na to zdobywa. Jednak marzenia czasem są silniejsze niż nasze przywiązanie do wygody i zdobytej pozycji społecznej.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o wyjściu ze sfery komfortu wydawało mi się, że to nic prostszego. „Wielkie mi halo, zrobić coś, czego wcześniej nie robiłam. I o tym pani pisze pracę? Że niby to jakieś wyzwanie? Koń by się uśmiał”.
Ale co to naprawdę oznacza, proszę konia? Ano, że wystawiamy się na niezbyt przyjemne sytuacje. Wkraczając w nieznane sobie rewiry możemy narazić się na śmieszność, odrzucenie, krytykę i parę innych dramatycznych przeżyć, począwszy od niemiłej obsługi pani w okienku a na wyśmianiu projektu przez potencjalnego inwestora skończywszy. Różne sytuacje, różnie przez nas samych odbierane. Łączy je wspólny mianownik: nasze kiepskie samopoczucie. Jeśli pomimo krzywego spojrzenia pani urzędniczki, pomimo utraty głównego sponsora – idziemy dalej, to znak, że utrzymujemy stały kurs na sukces. I nieważne jest, co myślą inni, ani jak oni postąpiliby w tej sytuacji. Ważne jest, co jest w naszej głowie i jak oceniamy dany ruch. Jeśli wydaje nam się, że zrobiliśmy milowy krok, to nie ma co do tego żadnych wątpliwości – ZROBILIŚMY GO. Tutaj my jesteśmy najwyższą instancją oceniającą. Świat się może przyglądać i przyklasnąć lub nie, ale my wiemy najlepiej ile nas to kosztowało.
PORAŻKA TO CZĘŚĆ SUKCESU
Gorzej, że pierwszy krok to nie wszystko. Już nawet małe dzieci wiedzą, że po pierwszym kroku trzeba zrobić następny inaczej się upada.
No właśnie. W takim razie może chwilę o upadku. Co się dzieje, kiedy nieprzygotowani wychodzimy ze strefy komfortu? Częstokroć upadamy na duchu. Przeraża nas to, że sprawy nie dzieją się po naszej myśli, że tam nie jest tak miło jak tutaj, że wszystko jest takie nieznane. Dlatego wracamy do znanej rzeczywistości, nawet jeśli jest to rzeczywistość niekoniecznie lubiana. Jest i pozytywny akspekt tego zjawiska. Otóż nasze powroty są wpisane w scenariusz. Tak jak dziecko musi się kilka razy przewrócić, tak my musimy potrenować wychodzenie i wracanie do naszej sfery komfortu. Ważne, żebyśmy mieli do czego wracać. Dobrze jest sobie poeksperymentować, żeby przekonać się, że upadki nie kosztują nas życie. Dlatego jest prośba: nie palcie od razu za sobą mostów! Dajcie sobie prawo do pomyłek, do testowania różnych opcji i testowania siebie. Pamiętajcie, że tworzycie się na nowo. Nie wiecie jak się zachowacie w określonej sytuacji. Jeszcze w niej nie byliście. Na razie tylko wam się wydaje, że wiecie jak się zachowacie. Rzeczywistość może was przerosnąć. Ale może też pozytywnie zaskoczyć. Ważnym jest żeby dać sobie prawo do porażki. Małe sprostowanie: przyznanie sobie prawa do porażki to zgoła inne nastawienie od rozpoczynania wędrówki bez wiary w sukces. Wiara w sukces jest niezbędna. Bez niej nie ruszycie z miejsca. To punkt wyjścia i najwierniejszy towarzysz naszej podróży.
Zróbmy sobie małą przerwę i zobaczmy, co wzięliśmy w podróż do sukcesu. W naszych bagażach na chwilę obecną mamy: wyjście poza strefę komfortu, prawo do porażki, wiarę w sukces.
PLAN OPTYMISTYCZNY, REALISTYCZNY CZY WSTECZNY?
Czas wspomnieć o czymś, co dla mnie jest wyjątkowo niekomfortowe: konsekwencja.
Ilekroć czytam, że powinnam być konsekwentna w tym co robię aż się jeżę cała pod skórą. A jednak ta konsekwencja jest niezbędna. Staram się o niej zbytnio nie myśleć. Mam swoją wizję celu i tylko jej poświęcam uwagę, na niej się koncentruję. Co jakiś czas zatrzymuję się i patrzę wstecz. Dopiero wtedy widzę, że przeszłam kawał drogi. Jestem bliższa mojemu celu, a więc przyznaję sobie nagrodę za konsekwencję. Jedną z prostszych technik na osiąganie wielkich celów jest metoda małych kroków.
Od razu nasuwa mi się analogia rodem z bajek o walecznym rycerzu. Nasz bohater zabił smoka. Pokonał własny strach. Wyszedł ze swojej strefę komfortu i co? Nagroda? Tak, tylko gdzie? Na wieży! Królewna przecież zamknięta w wieży. A miało być tak pięknie. Wydawało się, że skoro smok zabity to cel osiągnięty. A tu dopiero się trzeba narobić. Im ładniejsza królewna tym w wyższej wieży ją zamykali. I tutaj ani hart ducha, ani wielka odwaga nie pomogą. Trzeba mozolnie wspinać się po schodach. A widok na nasz cel jest taki jak wąskiej klatce schodowej: ciemno, szaro, końca nie widać. Prawda, że mało atrakcyjny? Całe szczęście, że mamy wyobraźnię. Oczami duszy można zobaczyć ten wspaniały widok, który ukaże się naszym oczom fizycznym po wejściu na szczyt i otwarciu komnaty.
Przygotujmy się do tej wspinaczki odpowiednio. Przede wszystkim napiszmy plan. Będzie to nasze pierwsze zderzenie z rzeczywistością, ale jednocześnie oswajanie demona wysokiej wieży. Jeśli w punktach napiszemy konkretnie, co robimy i kiedy, wtedy nasz cel nabierze znamion realności. I oto tu chodzi.
Sprytnym pomysłem jest pisanie planu wstecz. Zastanów się, kiedy chciałbyś, żeby twój plan się zrealizował. A potem przemyśl, ile czasu zajmie ci pokonywanie poszczególnych etapów dojścia do celu. Staraj się podchodzić do tematu realistycznie. Pamiętaj, że nie zawsze będziesz entuzjastycznie nastawiony, że masz jeszcze inne zadania, czasem chciałbyś odpocząć, czasem ci się nie będzie chciało, a czasem wydarzy się coś niespodziewanego. Zostaw sobie margines błędu przy przygotowywaniu harmonogramu.
Osobiście mam zwyczaj pisania 2 planów. Jeden to plan optymistyczny a drugi realistyczny (unikam określenia „pesymistyczny”, choć właśnie o to tutaj chodzi). Optymistyczny, to plan który zakłada że będę w formie, że wszystko się ułoży. Plan optymistyczny tak naprawdę jest planem wymagającym ode mnie sporych poświęceń i nakładu pracy. No, ale przy jego pisaniu jestem tak naładowana dobrą energią i tak pełna chęci zmian, że wierzę że przeniosę góry. I czasem tak się dzieje! Plan optymistyczny jest moim podstawowym planem. Dopiero kiedy zdaję sobie sprawę, że w ludzkiej mocy nie jest jego realizacja a ja nie jestem herosem, wyciągam z szuflady plan B, czyli plan realistyczny. Wtedy z przyjemnością konstatuję, że nie jest tak źle. Jednak gdybym od razu założyła sobie bezpieczne terminy przewidując, że z tym czy tamtym sobie nie poradzę, to tak stałoby się na pewno. Wymagając od siebie więcej i osiągam więcej. Wiem na ile mnie stać. Lubię wyzwania. Dlatego nie lubię sobie dawać forów. To jak wysoko mierzymy jest sprawą indywidualną. Teraz stawiam sobie ambitne cele, ale zaczynałam od drobiazgów. Nie deprecjonujmy swoich umiejętności tylko dlatego, że w pierwszych miesiącach działania naszego projektu nie wymyśliliśmy od razu lekarstwa na raka.
UŚCISK DŁONI PREZESA
Mamy już przygotowany plan i właściwie moglibyśmy się zabrać do realizacji. Jednak ostrzegam, że bez tego elementu będzie nam o wiele trudniej w dalszej drodze. A jest nim…? Nagroda! Niezmiernie ważny element zdobywania skarbu. Nagradzanie się za poszczególne etapy, za małe zwycięstwa, za każdy mały krok. Otwarcie przyznam, że dla mnie było to zawsze największym wyzwaniem. Co tam pokonać smoka. Już macham szabelką. Co tam wspiąć się po setkach stopni wieży.. nie pierwsza to moja wieża, nie pierwsza królewna. Ale nagradzać się za pokonanie pierwszego stopnia?! Toż to rozpusta. Poznać tu rękę rodzicielską, która rzadko chwaliła. Teraz ja dla siebie mało hojna jestem. Zawsze wydawało mi się, że nagrodą będzie samo osiągnięcie celu. Teraz jestem mądrzejsza. Wiem, że moja podświadomość nienagradzana na lotnych premiach może się zbuntować. Nie będzie chciała kooperować, co więcej może sabotować moje działania. W naszym interesie jest nagradzać siebie ile się da, za wszystko. Wiem, że to trudne zadanie, ale trzeba się przełamać. Czy wiesz już, co dasz sobie w prezencie, kiedy po raz pierwszy usłyszysz, że pomysł jest beznadziejny lub że nie da się tego zrobić tak jak chcesz? Tak, tak. To nie pomyłka, nagradzać siebie za przyjęcie porażki na klatę i nie porzucenie swego marzenia, nie odstawienia go do teczki spraw nierealnych - to wbrew pozorom spore wyzwanie. Mamy wtedy tendencje do nadmiernego krytykowania siebie. Nie dość, że świat nam dał popalić, my jeszcze sobie dokładamy. To jedno z naszych uwarunkować społecznych. Jesteśmy bardziej przyzwyczajeni do krytyki niż do pochwał. Czas to zmienić, jeśli ci sukces miły! Nie oznacza to, że nie możesz sobie dać prawa do chwili upadku, doła, małego załamania, roztkliwiania się nad sobą, płaczu, złości, agresji. Wszystkie chwyty dozwolone. Bylebyś tylko potem wstał, strzepał z siebie pył bitewny i wrócił do realizacji swojego planu. Wyciągnij wniosek z tego co się zdarzyło. Może zastanowisz się nad nową strategią postępowania? Może zdecydujesz, że jeszcze nie czas trąbić głośno o pomyśle zanim nabierze realnego kształtu? A może zechcesz zweryfikować jego kształt? Wszystko jest możliwe, bo tylko krowa nie zmienia poglądów.
I koniecznie daj sobie nagrodę! Trzeba o tym pamiętać. Nie musi to być od razu samochód. Nagrodą może być coś małego, drobiazg, który zwrócił twoją uwagę, masaż, wyjście do kina, chwila relaksu, spacer, wyjazd w góry lub inne ulubione miejsce. A może po prostu spojrzenie w gwiazdy i obdarzenie siebie wewnętrznym uśmiechem. Sam będziesz wiedział najlepiej co sprawi ci w danej chwili przyjemność. Im częściej będziesz się nagradzał, tym bardziej ochoczo twoja podświadomość będzie podejmowała ryzykowne wyzwania. Tym chętniej będzie sprzyjać ci w realizacji twoich celów.
Dzięki temu następnym razem, kiedy coś się nie powiedzie zgodnie z twoim planem, uśmiechniesz się w duchu do siebie. Teraz już wiesz, że w wyprawie po złote runo zdarzają się niespodzianki. Wiesz to z własnego doświadczenia, bo to nie pierwsza twoja wyprawa. Nie takie smoki już pokonywałeś i nie takie księżniczki zdobywałeś!
AUTOR:
Beata Chałat
www.solaris-rozwojosobisty.pl
Wewnętrzny krytyk
Dzisiaj kolejny post, specjalnie wyszukany dla Ciebie w Internecie.
Zawsze słuchaj ekspertów. Powiedzą ci, co jest niemożliwe i dlaczego. Słuchaj ich uważnie, a potem zrób to, co miałeś zrobić.
Robert Heinlein
Czy kiedykolwiek usłyszałeś w swojej głowie głos, który powiedział ci, że nie dasz rady czegoś zrobić, albo, że coś nie ma sensu, nie opłaca się, szkoda zachodu?
Założę się, że nie raz. Jak to możliwe, że takie coś, ma nad nami kontrolę, że oddajemy mu w ręce decydowanie o naszym losie. Bo do tego się to sprowadza..
Nasz wewnętrzny krytyk jest ekspertem wysokiej klasy. Wie najlepiej, co powiedzieć, żeby umniejszyć rangę naszego osiągnięcia. Wie, jak sprawić, żebyśmy poczuli się gorsi, niekochani, brzydcy, głupi i kiepscy w łóżku. Tak, tak, tam też go znajdziesz.
To właśnie dzięki wewnętrznemu krytykowi odłożyłeś do szafy swoje najlepsze pomysły. To on podpowiedział, żebyś się poddał, kiedy po raz enty odrzucono twój projekt. „Nie będziesz przecież robił z siebie durnia”. Kto inny był bardziej wytrwały w robieniu z siebie durnia i teraz z zazdrością przyglądasz się jego osiągnięciom, pomstując na swój słomiany zapał. Jeszcze rzucasz parę epitetów pod swoim adresem i oto pan Krytyk jest wreszcie zadowolony. Cel osiągnięty. Jesteś już tak przekonany o tym, że inni są lepsi, że nie masz szczęścia, że nic już nie jest w stanie wytrącić cię z tego przekonania. Chyba…, chyba, że jakaś zapomniana cząstka ciebie zacznie walczyć o siebie. Wtedy może przeczytasz jakiś artykuł, książkę, pójdziesz na warsztat, zaczniesz pracować nad sobą i odkryjesz krecią robotę Krytyka.
Ale uważaj. Wewnętrzny Krytyk ma wielką moc. Hodowałeś go w sobie od momentu, kiedy po raz pierwszy usłyszałeś, że ci się nie uda, że jesteś słaby. Dokarmiali go rodzice, nauczyciele, kumple, koleżanki, ciotki wujkowie, telewizja. Teraz jest potężną częścią ciebie. Jego macki sięgają w głąb twego umysłu. Nawet nie wiesz ile obszarów jest zainfekowanych. Ach, gdyby tak można było zrobić RTG naszego umysłu, znaleźć intruza i pozbyć się. Marzenie?
A skąd! Są sposoby, aby się go pozbyć i to używając jego własnej broni: szyderstwa, pomniejszania, naśmiewania. Nawet krytyk nie jest na to odporny. A więc do dzieła. Misja – ZNISZCZYĆ!
Twoja broń jest ukryta w umyśle. To jest obszar działania naszego bohatera. Załatwimy go na jego własnej ziemi.
ĆWICZENIE
Przywołaj sytuację, w której ostatnio zaznaczył swoją obecność Krytyk. Przypomnij sobie, co wtedy usłyszałeś. Czy to był twój własny głos, czy kogoś innego? Wsłuchaj się w tembr jego/ jej głosu. Jak Krytyk mówi: cicho, głośno, podniesionym tonem? Skąd dochodzi ten głos? Gdzie jest umiejscowiony? W twojej głowie? Z przodu, z tyłu, ze środka? Jakie słowa wypowiada? Czy już gdzieś wcześniej je słyszałeś?
A teraz wyobraź go sobie. Baardzo dokładnie. Poświęć chwilę czasu na to ćwiczenie. Jesteś tego warta!
A teraz zacznij proces nadawania Krytykowi niechcianych cech. Zacznij od tego, że wyciągniesz go z jego nory. Jeśli twój gość zadomowił się w głowie, wyjmij go stamtąd i przenieś tam, gdzie masz ochotę: na stół, pod krzesło, do kubka po kawie, do kubka z kawą. Masz wiele opcji. Bądź kreatywny.
Następnie zmień jego głos. Jeśli do tej pory mówił cicho, niech zacznie mówić głośno. Jeśli do tej pory był to głos kobiety – niech zacznie mówić basem. Ale to jeszcze nie koniec. Teraz dopiero zacznie się zabawa. Zmień głos swojemu Krytykowi. Masz pełną gamę możliwości. Może kwiczeć jak świnia, kwakać jak kaczor Donald, piszczeć jak mysz (Mój swego czasu był świetny w roli Czubaki z Gwiezdnych Wojen). Możesz jego głos odtworzyć na taśmie, na przyspieszonych obrotach lub zwolnionych. Polecam, świetna zabawa. Dobrym pomysłem jest też dać Krytykowi trochę helu z balonu. Ubaw po pachy! Krytyk mojego klienta musiał śpiewać disco polo. Może twój będzie śpiewał arie..?
A teraz chwila dla oczu. Zabaw się ze swoim Krytykiem w przebieranki. Jeśli to mężczyzna, pewnie niezbyt dobrze będzie się czuł w reformach i wałkach na głowie. Może zrobisz mu trwałą? Nie pogardziłabym też fryzurą afro.
Czas na ubranie. Słyszałam, że legginsy wracają do mody.
Buty a’la Leningrad Cowboys? Czy raczej baletki?
Eksperymentuj, baw się, popuść wodze swojej fantazji. Masz czas i nieograniczone możliwości. A Krytyk to twój jedyny klient J
Możesz zmieniać jego głos, wygląd, całą jego postać do woli. Warunek jest jeden – ma być śmiesznie.
Jak się czujesz po tej krótkiej terapii? Rozbawiony? Dobrze. Następnym razem, gdy pojawi się na horyzoncie cień Krytyka przypomnij sobie jego najśmieszniejsze wydanie. Obdarz go najzabawniejszym z głosów i powiedz, żeby jeszcze raz powiedział to, co usłyszałeś przed chwilą.
A kiedy przestaniesz się śmiać zrób to, co chciałeś zrobić. Żyj tak jak chciałeś żyć.
AUTOR:
Beata Markowska
www.solaris-rozwojosobisty.pl
Zawsze słuchaj ekspertów. Powiedzą ci, co jest niemożliwe i dlaczego. Słuchaj ich uważnie, a potem zrób to, co miałeś zrobić.
Robert Heinlein
Czy kiedykolwiek usłyszałeś w swojej głowie głos, który powiedział ci, że nie dasz rady czegoś zrobić, albo, że coś nie ma sensu, nie opłaca się, szkoda zachodu?
Założę się, że nie raz. Jak to możliwe, że takie coś, ma nad nami kontrolę, że oddajemy mu w ręce decydowanie o naszym losie. Bo do tego się to sprowadza..
Nasz wewnętrzny krytyk jest ekspertem wysokiej klasy. Wie najlepiej, co powiedzieć, żeby umniejszyć rangę naszego osiągnięcia. Wie, jak sprawić, żebyśmy poczuli się gorsi, niekochani, brzydcy, głupi i kiepscy w łóżku. Tak, tak, tam też go znajdziesz.
To właśnie dzięki wewnętrznemu krytykowi odłożyłeś do szafy swoje najlepsze pomysły. To on podpowiedział, żebyś się poddał, kiedy po raz enty odrzucono twój projekt. „Nie będziesz przecież robił z siebie durnia”. Kto inny był bardziej wytrwały w robieniu z siebie durnia i teraz z zazdrością przyglądasz się jego osiągnięciom, pomstując na swój słomiany zapał. Jeszcze rzucasz parę epitetów pod swoim adresem i oto pan Krytyk jest wreszcie zadowolony. Cel osiągnięty. Jesteś już tak przekonany o tym, że inni są lepsi, że nie masz szczęścia, że nic już nie jest w stanie wytrącić cię z tego przekonania. Chyba…, chyba, że jakaś zapomniana cząstka ciebie zacznie walczyć o siebie. Wtedy może przeczytasz jakiś artykuł, książkę, pójdziesz na warsztat, zaczniesz pracować nad sobą i odkryjesz krecią robotę Krytyka.
Ale uważaj. Wewnętrzny Krytyk ma wielką moc. Hodowałeś go w sobie od momentu, kiedy po raz pierwszy usłyszałeś, że ci się nie uda, że jesteś słaby. Dokarmiali go rodzice, nauczyciele, kumple, koleżanki, ciotki wujkowie, telewizja. Teraz jest potężną częścią ciebie. Jego macki sięgają w głąb twego umysłu. Nawet nie wiesz ile obszarów jest zainfekowanych. Ach, gdyby tak można było zrobić RTG naszego umysłu, znaleźć intruza i pozbyć się. Marzenie?
A skąd! Są sposoby, aby się go pozbyć i to używając jego własnej broni: szyderstwa, pomniejszania, naśmiewania. Nawet krytyk nie jest na to odporny. A więc do dzieła. Misja – ZNISZCZYĆ!
Twoja broń jest ukryta w umyśle. To jest obszar działania naszego bohatera. Załatwimy go na jego własnej ziemi.
ĆWICZENIE
Przywołaj sytuację, w której ostatnio zaznaczył swoją obecność Krytyk. Przypomnij sobie, co wtedy usłyszałeś. Czy to był twój własny głos, czy kogoś innego? Wsłuchaj się w tembr jego/ jej głosu. Jak Krytyk mówi: cicho, głośno, podniesionym tonem? Skąd dochodzi ten głos? Gdzie jest umiejscowiony? W twojej głowie? Z przodu, z tyłu, ze środka? Jakie słowa wypowiada? Czy już gdzieś wcześniej je słyszałeś?
A teraz wyobraź go sobie. Baardzo dokładnie. Poświęć chwilę czasu na to ćwiczenie. Jesteś tego warta!
A teraz zacznij proces nadawania Krytykowi niechcianych cech. Zacznij od tego, że wyciągniesz go z jego nory. Jeśli twój gość zadomowił się w głowie, wyjmij go stamtąd i przenieś tam, gdzie masz ochotę: na stół, pod krzesło, do kubka po kawie, do kubka z kawą. Masz wiele opcji. Bądź kreatywny.
Następnie zmień jego głos. Jeśli do tej pory mówił cicho, niech zacznie mówić głośno. Jeśli do tej pory był to głos kobiety – niech zacznie mówić basem. Ale to jeszcze nie koniec. Teraz dopiero zacznie się zabawa. Zmień głos swojemu Krytykowi. Masz pełną gamę możliwości. Może kwiczeć jak świnia, kwakać jak kaczor Donald, piszczeć jak mysz (Mój swego czasu był świetny w roli Czubaki z Gwiezdnych Wojen). Możesz jego głos odtworzyć na taśmie, na przyspieszonych obrotach lub zwolnionych. Polecam, świetna zabawa. Dobrym pomysłem jest też dać Krytykowi trochę helu z balonu. Ubaw po pachy! Krytyk mojego klienta musiał śpiewać disco polo. Może twój będzie śpiewał arie..?
A teraz chwila dla oczu. Zabaw się ze swoim Krytykiem w przebieranki. Jeśli to mężczyzna, pewnie niezbyt dobrze będzie się czuł w reformach i wałkach na głowie. Może zrobisz mu trwałą? Nie pogardziłabym też fryzurą afro.
Czas na ubranie. Słyszałam, że legginsy wracają do mody.
Buty a’la Leningrad Cowboys? Czy raczej baletki?
Eksperymentuj, baw się, popuść wodze swojej fantazji. Masz czas i nieograniczone możliwości. A Krytyk to twój jedyny klient J
Możesz zmieniać jego głos, wygląd, całą jego postać do woli. Warunek jest jeden – ma być śmiesznie.
Jak się czujesz po tej krótkiej terapii? Rozbawiony? Dobrze. Następnym razem, gdy pojawi się na horyzoncie cień Krytyka przypomnij sobie jego najśmieszniejsze wydanie. Obdarz go najzabawniejszym z głosów i powiedz, żeby jeszcze raz powiedział to, co usłyszałeś przed chwilą.
A kiedy przestaniesz się śmiać zrób to, co chciałeś zrobić. Żyj tak jak chciałeś żyć.
AUTOR:
Beata Markowska
niedziela, 8 marca 2009
Przypowieść o rybce
– Przepraszam panią – rzekał jedna morska ryba do drugiej – jest pani starsza ode mnie i bardziej doświadczona, pewnie będzie mi pani mogła pomóc. Proszę mi powiedzieć, gdzie mogę znaleźć to, co nazywają oceanem? Szukałam już wszędzie, bez rezultatu.
– Oceanem jest miejsce, gdzie teraz pływasz – odpowiedziała stara ryba.
– To? Przecież to tylko woda… A ja szukam oceanu – odparła rozczarowana młoda ryba, odpływając, by szukać gdzie indziej.
Anthony de Mello
– Oceanem jest miejsce, gdzie teraz pływasz – odpowiedziała stara ryba.
– To? Przecież to tylko woda… A ja szukam oceanu – odparła rozczarowana młoda ryba, odpływając, by szukać gdzie indziej.
Anthony de Mello
Historia o studencie
W dniu rekrutacji na uniwersytecie młody człowiek przygotowywał się do kontynuacji przygody z nauką, która trwała już tak długo, że wydawała się nie mieć początku i końca.
Zatopiony w myślach, z głową pełną rozważań o tym, co przed nim, zauważył starszego człowieka przed sobą dopiero wtedy, kiedy na niego wpadł.
– Przepraszam, panie profesorze – powiedział młody człowiek zawstydzony.
– Och, nie jestem profesorem – odparł starszy mężczyzna. – Jestem nowym studentem, tak samo jak ty.
– Ale ile ma pan lat? – zapytał zaszokowany młodzieniec.
– Siedemdziesiąt trzy – stwierdził starszy pan z błyskiem w oku.
– I co pan studiuje? – dociekał chłopak.
– Medycynę, zawsze chciałem być lekarzem i teraz… – Starszy człowiek zamilkł, jakby przypomniał sobie coś z bardzo dawnych czasów. – Teraz wreszcie mogę zrealizować swoje marzenia.
Młody człowiek wydawał się wstrząśnięty. – Proszę nie myśleć, że to brak szacunku, proszę pana, ale żeby zostać lekarzem potrzebuje pan przynajmniej siedmiu lat. Za siedem lat będzie miał pan osiemdziesiątkę!
Starszy człowiek położył rękę na ramieniu młodego i spojrzał mu prosto w oczy.
– Jeśli Bóg zechce – powiedział z uśmiechem – będę miał osiemdziesiąt lat bez względu na to, czy zrealizuję swoje marzenia, czy nie.
Zatopiony w myślach, z głową pełną rozważań o tym, co przed nim, zauważył starszego człowieka przed sobą dopiero wtedy, kiedy na niego wpadł.
– Przepraszam, panie profesorze – powiedział młody człowiek zawstydzony.
– Och, nie jestem profesorem – odparł starszy mężczyzna. – Jestem nowym studentem, tak samo jak ty.
– Ale ile ma pan lat? – zapytał zaszokowany młodzieniec.
– Siedemdziesiąt trzy – stwierdził starszy pan z błyskiem w oku.
– I co pan studiuje? – dociekał chłopak.
– Medycynę, zawsze chciałem być lekarzem i teraz… – Starszy człowiek zamilkł, jakby przypomniał sobie coś z bardzo dawnych czasów. – Teraz wreszcie mogę zrealizować swoje marzenia.
Młody człowiek wydawał się wstrząśnięty. – Proszę nie myśleć, że to brak szacunku, proszę pana, ale żeby zostać lekarzem potrzebuje pan przynajmniej siedmiu lat. Za siedem lat będzie miał pan osiemdziesiątkę!
Starszy człowiek położył rękę na ramieniu młodego i spojrzał mu prosto w oczy.
– Jeśli Bóg zechce – powiedział z uśmiechem – będę miał osiemdziesiąt lat bez względu na to, czy zrealizuję swoje marzenia, czy nie.
Podobne tematy:
Przypowieść o mnichach
Dwaj mnisi wędrowali przez las i natknęli się na piękną kurtyzanę stojącą na brzegu wezbranego strumienia. Ponieważ złożyli śluby czystości, młodszy mnich zignorował kobietę i szybko przeszedł przez strumień.
Zdając sobie sprawę, że piękna kobieta nie zdoła samodzielnie przejść przez strumień, starszy mnich wziął ją w ramiona i przeniósł przez strumień. Gdy dotarli na drugi brzeg, delikatnie postawił ją na ziemi. Kobieta uśmiechnęła się w podziękowaniu, a mnisi ruszyli w dalszą drogę.
Młody mnich aż się gotował, wciąż na nowo wspominając całe wydarzenie.
„Jak on mógł? – ze złością pytał sam siebie. – Czy nasze śluby czystości nic dla niego nie znaczą?” Im więcej młody mnich myślał o tym, co zobaczył, tym bardziej rosła w nim złość i bulwersowała go dyskusja, którą sam ze sobą prowadził: „Gdybym ja zrobił coś takiego, zostałbym wyrzucony z zakonu. Obrzydliwe. Może nie jestem mnichem tak długo jak on, ale umiem odróżnić dobro od zła”.
Spojrzał na starego mnicha, żeby sprawdzić, czy ten przynajmniej czuje skruchę z powodu swojego postępku, ale ten wydawał się równie pogodny i spokojny jak zawsze.
Młody mnich nie mógł dłużej wytrzymać milczenia:
– Jak mogłeś to zrobić? – spytał napastliwie. — Jak mogłeś w ogóle spojrzeć na tę kobietę, a co dopiero podnieść ją i trzymać? Czy nie pamiętasz o swoim ślubie czystości?
Starszy mnich spojrzał na niego zaskoczony, a potem uśmiechnął się z wielką łagodnością w oczach.
– Ja już jej nie niosę, bracie. A ty?
Zdając sobie sprawę, że piękna kobieta nie zdoła samodzielnie przejść przez strumień, starszy mnich wziął ją w ramiona i przeniósł przez strumień. Gdy dotarli na drugi brzeg, delikatnie postawił ją na ziemi. Kobieta uśmiechnęła się w podziękowaniu, a mnisi ruszyli w dalszą drogę.
Młody mnich aż się gotował, wciąż na nowo wspominając całe wydarzenie.
„Jak on mógł? – ze złością pytał sam siebie. – Czy nasze śluby czystości nic dla niego nie znaczą?” Im więcej młody mnich myślał o tym, co zobaczył, tym bardziej rosła w nim złość i bulwersowała go dyskusja, którą sam ze sobą prowadził: „Gdybym ja zrobił coś takiego, zostałbym wyrzucony z zakonu. Obrzydliwe. Może nie jestem mnichem tak długo jak on, ale umiem odróżnić dobro od zła”.
Spojrzał na starego mnicha, żeby sprawdzić, czy ten przynajmniej czuje skruchę z powodu swojego postępku, ale ten wydawał się równie pogodny i spokojny jak zawsze.
Młody mnich nie mógł dłużej wytrzymać milczenia:
– Jak mogłeś to zrobić? – spytał napastliwie. — Jak mogłeś w ogóle spojrzeć na tę kobietę, a co dopiero podnieść ją i trzymać? Czy nie pamiętasz o swoim ślubie czystości?
Starszy mnich spojrzał na niego zaskoczony, a potem uśmiechnął się z wielką łagodnością w oczach.
– Ja już jej nie niosę, bracie. A ty?
Przypowieść o rozgwiazdach
Mężczyzna szedł plażą, zastanawiając się nad swoim życiem. Zawsze chciał coś zmienić w świecie, ale choćby najbardziej się starał, kończyło się to poczuciem daremności.
Nagle usłyszał głośny chrzęst i spojrzał pod nogi. Dokładnie tam, gdzie stał, i tak daleko, jak mógł sięgnąć wzrokiem w obie strony, leżały setki tysięcy maleńkich rozgwiazd wyrzuconych na brzeg przez fale oceanu.
Mężczyzna szedł dalej, rozmyślając o widocznym okrucieństwie oceanu. W końcu te rozgwiazdy nie zrobiły nic złego! A jednak przed końcem dnia będą martwe, bo leżą wyrzucone na brzeg i czekają na śmierć.
Po jakimś czasie mężczyzna natknął się na staruszkę, która stała na brzegu i wrzucała do wody wyrzucone przez fale rozgwiazdy.
Kiedy zapytał ją co robi, powiedziała, że zawsze coś chciała zmienić w świecie i uznała ten właśnie dzień za dobry moment, żeby zacząć.
Mężczyzna przeniósł wzrok na tysiące rozgwiazd, które umierały na wybrzeżu i powiedział: „Na każdą rozgwiazdę, którą wrzuca pani do morza, przypadają trzy wyrzucone na brzeg! Jakim sposobem ma to coś zmienić?”
Kobieta przez chwilę patrzyła z namysłem, po czym podniosła kolejną rozgwiazdę i cisnęła ją do wody. „Dla tej jednej to bardzo wiele zmienia” – odparła i uśmiechnęła się najpiękniejszym uśmiechem, jaki mężczyzna kiedykolwiek widział.
Nagle usłyszał głośny chrzęst i spojrzał pod nogi. Dokładnie tam, gdzie stał, i tak daleko, jak mógł sięgnąć wzrokiem w obie strony, leżały setki tysięcy maleńkich rozgwiazd wyrzuconych na brzeg przez fale oceanu.
Mężczyzna szedł dalej, rozmyślając o widocznym okrucieństwie oceanu. W końcu te rozgwiazdy nie zrobiły nic złego! A jednak przed końcem dnia będą martwe, bo leżą wyrzucone na brzeg i czekają na śmierć.
Po jakimś czasie mężczyzna natknął się na staruszkę, która stała na brzegu i wrzucała do wody wyrzucone przez fale rozgwiazdy.
Kiedy zapytał ją co robi, powiedziała, że zawsze coś chciała zmienić w świecie i uznała ten właśnie dzień za dobry moment, żeby zacząć.
Mężczyzna przeniósł wzrok na tysiące rozgwiazd, które umierały na wybrzeżu i powiedział: „Na każdą rozgwiazdę, którą wrzuca pani do morza, przypadają trzy wyrzucone na brzeg! Jakim sposobem ma to coś zmienić?”
Kobieta przez chwilę patrzyła z namysłem, po czym podniosła kolejną rozgwiazdę i cisnęła ją do wody. „Dla tej jednej to bardzo wiele zmienia” – odparła i uśmiechnęła się najpiękniejszym uśmiechem, jaki mężczyzna kiedykolwiek widział.
czwartek, 5 marca 2009
O mnie
Cześć, mam na imię Artur, a ten blog powstał z myślą właśnie o Tobie.
Jeżeli jesteś zainteresowany rozwojem osobistym, chcesz poszerzać swoją wiedzę, pragniesz zdobyć nowe umiejętności, to dobrze trafiłeś. To miejsce jest właśnie dla Ciebie.
Garść informacji o mie: Od kilku lat pochłonięty nieziemską pasją zdobywania wiedzy. Szperanie, czytania, analizowania, wszystkiego, co wpadnie pod rękę (głównie oko). To są główne moje zajęcia. Uwielbiam pomagać innym ludziom, wspierać ich tak, aby mogli realizować swoje, często ukryte marzenia. Wszystkie te działania napawają dumą, dają mi niesamowitą energię do dalszych działań. Dlatego postanowiłem, że zostanę trenerem biznesu. Zawodowo od wczesnych lad młodzieńczych związany głównie ze sprzedażą.
Priorytetowym wyzwanie dla mnie, jest zadowolenie klienta. Taka postawa pozwoliła mi osiągnąć, to wszystko, co dziś posiadam. Mogłem realizować się pracując dla wielu firm spożywczych, przemysłowych i farmaceutycznych. Dziś mogę śmiało powiedzieć: „Jestem dumny ze swoich osiągnięć”.
Prywatnie – mam cudowną żonę oraz dwójkę najwspanialszych dzieci na świecie. Przy tych osobach moje serce napełnia się miłością.
Dlaczego wybrałem zwód trenera?
Podczas swojej dotychczasowej pracy zawodowej brałem udział w wielu szkoleniach, na których nauczyłam się technik sprzedaży, profesjonalnych negocjacji, budowania relacji z innymi, kierowania zespołem oraz doskonalenia siebie, i wiem że ta wiedza jest bardzo cenna i pomogła mi w wielu sytuacjach, dlatego chcę uczyć innych jak osiągnąć zadowolenie z życia, jak skuteczniej realizować swoje cele, jak być bardziej efektywnym w życiu zawodowym i prywatnym, jednocześnie mając z tego ogromną radość. Cieszy mnie fakt, że pomagam innym “osiągać szczyty”.
Pracuję z ludźmi jako trener, bo wierzę, że wiedza jest kluczem do sukcesu. Lubię inspirować ludzi do poznawania siebie i innych, dostrzegania swoich mocnych stron, do przełamywania barier i osiągania więcej. Uważam, że aby realizować swoje plany i urzeczywistniać marzenia, należy się rozwijać.Pomagając innym sprawiam, że te osoby mogą łatwiej i efektywniej funkcjonować w pracy i w życiu osobistym.
Praca trenera sprawia mi radość i daje ogromną satysfakcję. W szkoleniach pomagają mi wszechstronne zainteresowania, wiedza psychologiczna, bogate doświadczenie zawodowe, otwartość oraz pozytywne nastawienie do świata i innych ludzi.
Kompetencje:
Podczas 15 lat pracy, głównie jako handlowiec w światowych korporacjach, odbyłem wiele szkoleń z zakresu sprzedaży, umiejętności miękkich, technik prezentacji i wystąpień publicznych. Od kilku lat pogłębiam wiedzę w zakresie neurolingwistycznego programowania oraz psychologii społecznej.
W czerwcu 2008 roku ukończyłem Studia podyplomowe (Trener Biznesu).
Program studiów (200 godzin) obejmował wszystkie zagadnienia, które pojawiają się w pracy trenera, tj.: badanie potrzeb szkoleniowych, projektowanie szkoleń oraz ocenę efektywności. Dodatkowo podczas zajęć, rozwijane były kluczowe w pracy trenerskiej umiejętności psychologiczne, takie jak, rozpoznawanie i kształtowanie dynamiki grupowej z jednoczesnym uwzględnieniem indywidualnych zasobów uczestników w celu wspierania procesu uczenia się. Zobacz cały program studiów.
Od listopada 2008 prowadzę warsztaty rozwojowe dla studentów, podczas których uczestnicy zdobywają wiedzę i umiejętności niezbędne, aby zdobyć pracę. Pracę, w której mogliby realizować swoje pasje.
Dodatkowo zajmuję się również doradztwem zawodowym, coachingiem, a także prowadzę rekrutacje pracowników.
Doświadczenie biznesowe:
Od 15 lat związany z pracą z klientem pracując na początku swojej kariery w sektorze FMCG, a od 6 lat w firmie farmaceutycznej, w której to, zajmuję się promocją leków onkologicznych. Przez te wszystkie lata pracowałem miedzy innymi dla takich firm jak: Wedel, Frito-Lay, Ambra, Oceanic, Jelfa oraz AstraZeneca.
Posiadam umiejętność nawiązywania i rozwijania długoletnich relacji biznesowych na wszystkich szczeblach zarządzania. Kontakty z kluczowymi klientami, w tym z sieciami handlowymi.
Zdobyte doświadczenie w kontaktach z lekarzami, partnerami handlowymi oraz klientami z branży żywieniowej, alkoholowej czy kosmetycznej wspomaga moje przygotowanie jako trenera umiejętności miękkich czy sprzedażowych.
niedziela, 1 marca 2009
Koszty alternatywne i BATNA w Twoim życiu
Jaka jest najlepsza możliwa alternatywa dla Twoich celów?
Skuteczny rozwój osobisty polega na wykorzystywaniu pomysłów pochodzących z różnych dziedzin wiedzy i umiejętności. Tworząc z nich wspólny, dopasowany do Twoich potrzeb system, jesteś w stanie skuteczniej osiągnąć swoje cele i marzenia. Tym, co chciałbym Ci zaproponować w tym artykule jest wykorzystanie w codziennym życiu dwóch idei: pochodzącej z negocjacji BATNA oraz wywodzących się z ekonomii kosztów alternatywnych.
BATNA, czyli Best Alternative To Negotiated Agreement, Najlepsza Alternatywa Dla Negocjowanego Porozumienia stanowi jeden z najważniejszych zasobów skutecznego negocjatora. BATNA to najlepszy wybór jaki mamy dostępny w sytuacji, gdy nie osiągniemy celu negocjacji. Znając ją, presja negocjacji staje się dużo mniejsza („Jeśli nie uda się kupić tutaj, pójdę do tamtej drugiej firmy.”). Dużo lepiej widzimy również do jakiego poziomu opłaca nam się negocjować („W drugiej firmie dają to za 200 zł taniej, więc jeśli nie zaoferują mi czegoś lepszego, pójdę po prostu tam.”)
A jak wyglądają Twoje BATNA w życiu? Czy gdy wybierasz cele, to masz w głowie tylko jedną możliwość i „musisz” ją uzyskać? A może rozważasz też inne rozwiązania i dajesz sobie prawo do rezygnacji z danego celu, gdy uzyskanie go przestanie być wystarczająco atrakcyjne? Czy „musisz” poderwać akurat tą kobietę/uwieść akurat tego faceta, czy też masz perspektywę „Jak nie on, to Jadzia/Janek też jest fajnym wyborem!”? Czy musisz dostać akurat tą pracę, ten ciuch, ten samochód... Czy masz też inne możliwości wyboru? Czy masz świadomość tego jak posiadanie tych innych możliwości wpływa na Twoje życie, samopoczucie, poziom stresu i spokoju?
Sytuacją, z którą spotykam się często w swojej pracy, są ludzie którzy pozostają w związku lub pracy, które nie są dla nich dobre ani zdrowe. Co więcej, te osoby są tego często doskonale świadome. Jednocześnie, ponieważ nie widzą dla siebie żadnej alternatywy – innej pracy, którą mogliby robić, innej osoby, z którą mogliby być w związku – decydują się pozostać w obecnej, niezdrowej sytuacji. Brakuje im innej możliwości – lub, dokładniej, nie dostrzegają, że takie możliwości istnieją.
BATNA w życiu:
1. Przyjrzyj się ważnym obszarom swojego życia – praca, związek, czas wolny, rozwój osobisty, itp. Sprawdź, czy w którymkolwiek z tych obszarów ograniczasz się tylko do jednej możliwości, czy też masz gotowe alternatywne rozwiązania. Nie muszą one być precyzyjne – jeśli jesteś w związku od 10 lat, myślenie 'jakby co, zawsze mogę być z jego najlepszym przyjacielem' niekoniecznie jest dobrym wyjściem. Jednocześnie posiadanie świadomości 'Gdyby coś się zdarzyło, jest jeszcze kilka miliardów innych osób na tej planecie, więc mam całkiem duże szanse poznania kogoś wartościowego kto mnie pokocha.' może dać ogromną wolność i poczucie bezpieczeństwa.
2. Jeśli w jakimś obszarze nie masz BATNA – zacznij jej szukać. Pomyśl jakie inne hobby mogloby Cię zainteresować. W jakiej innej firmie lub innej pracy Twoje umiejętności znalazłyby zastosowanie. Gdzie można poznać nowych, ciekawych ludzi. Daj sobie wolność płynącą z posiadania w zapasie alternatywnych rozwiązań.
Koszty alternatywne, druga idea, którą chciałbym poruszyć w tym artykule, wywodzi się z ekonomii. W uproszczeniu, w tym terminie chodzi o wartość najlepszej alternatywy do decyzji którą podjęliśmy. Dla przykładu, tłumacz zarabiający 50zł na godzinę, decydując się odpoczywać przez godzinę, zamiast pracować przez ten czas, ponosi koszt alternatywny w wysokości 50 zł.
Oczywiście, koszty alternatywne nie muszą być tylko finansowe – i bardzo często nie są.
Najważniejszą kwestią w ich przypadku jest sama świadomość ich istnienia – świadomość wyboru który dokonujemy w każdej chwili życia i tego, co na nim zyskujemy, a co tracimy. Istotne jest także dostrzeżenie wielowymiarowości takich decyzji, tego, że jedna decyzja niesie ze sobą utratę kosztów alternatywnych nie tylko dla siebie, ale również dla tego co jest dla niej konsekwencją.
Zbyt często patrzymy na takie wybory całkowicie jednowymiarowo, skupiając się tylko na bezpośrednim zysku lub stracie. Sprawia to, że sytuacje typu „nie powinienem, ale chciałbym” bardzo często rozstrzygane są na korzyść „chciałbym”. Osoba z nadwagą skupiająca się na zjedzeniu pączka, mimo że „nie powinna” podejmuje zwykle decyzje jedynie między „zjedzenie pączka i czucie się bardzo dobrze, choć z pewnym poczuciem winy ze względu na złamanie diety”, „nie zjedzenie pączka i czucie się źle, choć z pewnym poczuciem dumy ze względu na podtrzymanie diety”. Ten rozkład wartości zmienia się jednak, gdy dodajemy do tego kolejne wymiary, np. godzinę czasu, którą trzeba będzie poświęcić na fitness na spalenie tych kalorii oraz finansowy koszt tych zajęć (powiedzmy 30 zł). Nagle pączek zamiast 2 zł i trochę złego samopoczucia zaczyna kosztować 32 złote + nie obejrzenie ulubionego serialu i staje się po prostu zbyt drogi by dobrze się czuć po jego zjedzeniu.
Koszta alternatywne w życiu
1.Wybierz jedno zachowanie lub sposób spędzania czasu z którym chcesz pracować.
2.Wypisz w czterech kolumnach:
a) obecne koszty zachowania (czas, pieniądze, itp.)
b) co najmniej 3 najlepsze koszty alternatywne dla tego zachowania (co możesz zrobić innego z tym czasem, pieniędzmi, itp., nie inwestując ich w tym miejscu).
c) zyski z zachowania – co Ci daje, jeśli zysk jest emocjonalny, np. przyjemność, określ to umownie na skali 1-10, gdzie 10 to największa przyjemność jaką kiedykolwiek czułeś, a 1 to absolutna obojętność
d) konsekwencje zachowania – jakie rzeczy możesz robić dzięki temu zachowaniu? Jakie rzeczy MUSISZ robić w efekcie tego zachowania?
Opcjonalnie e) jakie są koszty alternatywne konsekwencji tego zachowania które MUSISZ robić?
3.Spójrz na zachowanie z tej perspektywy i teraz oceń czy chcesz je zachować, czy zmienić. Jeśli chcesz je zmienić, możesz odkryć że po wykonaniu takiej rozpiski przyjdzie Ci to dużo łatwiej, możesz wręcz zacząć zadawać sobie pytanie „Jak ja kiedykolwiek mogłem to robić?”
4.Oczywiście, nie w każdej sytuacji będziesz w stanie wykonać taką rozpiskę. Jednocześnie, wykonawszy ich kilka, ten styl myślenia zacznie się Ci stawać coraz bliższy i łatwiej dostępny, tak, że w pewnym momencie złapiesz się na tym, że z automatu dokonujesz takiego porównania kosztów.
5.Pamiętaj też proszę, że każde narzędzie ma swoje przeznaczenie, ale też sytuacje gdy nie warto go używać – i czasem pozwól sobie po prostu na zrobienie czegoś bez szacowania. Nie wszystko w życiu powinno być kontrolowane, czasem warto po prostu pójść za zachcianką...
Ot tak, po prostu :)
Autor artykułu: Artur Król (www.krolartur.com)
Skuteczny rozwój osobisty polega na wykorzystywaniu pomysłów pochodzących z różnych dziedzin wiedzy i umiejętności. Tworząc z nich wspólny, dopasowany do Twoich potrzeb system, jesteś w stanie skuteczniej osiągnąć swoje cele i marzenia. Tym, co chciałbym Ci zaproponować w tym artykule jest wykorzystanie w codziennym życiu dwóch idei: pochodzącej z negocjacji BATNA oraz wywodzących się z ekonomii kosztów alternatywnych.
BATNA, czyli Best Alternative To Negotiated Agreement, Najlepsza Alternatywa Dla Negocjowanego Porozumienia stanowi jeden z najważniejszych zasobów skutecznego negocjatora. BATNA to najlepszy wybór jaki mamy dostępny w sytuacji, gdy nie osiągniemy celu negocjacji. Znając ją, presja negocjacji staje się dużo mniejsza („Jeśli nie uda się kupić tutaj, pójdę do tamtej drugiej firmy.”). Dużo lepiej widzimy również do jakiego poziomu opłaca nam się negocjować („W drugiej firmie dają to za 200 zł taniej, więc jeśli nie zaoferują mi czegoś lepszego, pójdę po prostu tam.”)
A jak wyglądają Twoje BATNA w życiu? Czy gdy wybierasz cele, to masz w głowie tylko jedną możliwość i „musisz” ją uzyskać? A może rozważasz też inne rozwiązania i dajesz sobie prawo do rezygnacji z danego celu, gdy uzyskanie go przestanie być wystarczająco atrakcyjne? Czy „musisz” poderwać akurat tą kobietę/uwieść akurat tego faceta, czy też masz perspektywę „Jak nie on, to Jadzia/Janek też jest fajnym wyborem!”? Czy musisz dostać akurat tą pracę, ten ciuch, ten samochód... Czy masz też inne możliwości wyboru? Czy masz świadomość tego jak posiadanie tych innych możliwości wpływa na Twoje życie, samopoczucie, poziom stresu i spokoju?
Sytuacją, z którą spotykam się często w swojej pracy, są ludzie którzy pozostają w związku lub pracy, które nie są dla nich dobre ani zdrowe. Co więcej, te osoby są tego często doskonale świadome. Jednocześnie, ponieważ nie widzą dla siebie żadnej alternatywy – innej pracy, którą mogliby robić, innej osoby, z którą mogliby być w związku – decydują się pozostać w obecnej, niezdrowej sytuacji. Brakuje im innej możliwości – lub, dokładniej, nie dostrzegają, że takie możliwości istnieją.
BATNA w życiu:
1. Przyjrzyj się ważnym obszarom swojego życia – praca, związek, czas wolny, rozwój osobisty, itp. Sprawdź, czy w którymkolwiek z tych obszarów ograniczasz się tylko do jednej możliwości, czy też masz gotowe alternatywne rozwiązania. Nie muszą one być precyzyjne – jeśli jesteś w związku od 10 lat, myślenie 'jakby co, zawsze mogę być z jego najlepszym przyjacielem' niekoniecznie jest dobrym wyjściem. Jednocześnie posiadanie świadomości 'Gdyby coś się zdarzyło, jest jeszcze kilka miliardów innych osób na tej planecie, więc mam całkiem duże szanse poznania kogoś wartościowego kto mnie pokocha.' może dać ogromną wolność i poczucie bezpieczeństwa.
2. Jeśli w jakimś obszarze nie masz BATNA – zacznij jej szukać. Pomyśl jakie inne hobby mogloby Cię zainteresować. W jakiej innej firmie lub innej pracy Twoje umiejętności znalazłyby zastosowanie. Gdzie można poznać nowych, ciekawych ludzi. Daj sobie wolność płynącą z posiadania w zapasie alternatywnych rozwiązań.
Koszty alternatywne, druga idea, którą chciałbym poruszyć w tym artykule, wywodzi się z ekonomii. W uproszczeniu, w tym terminie chodzi o wartość najlepszej alternatywy do decyzji którą podjęliśmy. Dla przykładu, tłumacz zarabiający 50zł na godzinę, decydując się odpoczywać przez godzinę, zamiast pracować przez ten czas, ponosi koszt alternatywny w wysokości 50 zł.
Oczywiście, koszty alternatywne nie muszą być tylko finansowe – i bardzo często nie są.
Najważniejszą kwestią w ich przypadku jest sama świadomość ich istnienia – świadomość wyboru który dokonujemy w każdej chwili życia i tego, co na nim zyskujemy, a co tracimy. Istotne jest także dostrzeżenie wielowymiarowości takich decyzji, tego, że jedna decyzja niesie ze sobą utratę kosztów alternatywnych nie tylko dla siebie, ale również dla tego co jest dla niej konsekwencją.
Zbyt często patrzymy na takie wybory całkowicie jednowymiarowo, skupiając się tylko na bezpośrednim zysku lub stracie. Sprawia to, że sytuacje typu „nie powinienem, ale chciałbym” bardzo często rozstrzygane są na korzyść „chciałbym”. Osoba z nadwagą skupiająca się na zjedzeniu pączka, mimo że „nie powinna” podejmuje zwykle decyzje jedynie między „zjedzenie pączka i czucie się bardzo dobrze, choć z pewnym poczuciem winy ze względu na złamanie diety”, „nie zjedzenie pączka i czucie się źle, choć z pewnym poczuciem dumy ze względu na podtrzymanie diety”. Ten rozkład wartości zmienia się jednak, gdy dodajemy do tego kolejne wymiary, np. godzinę czasu, którą trzeba będzie poświęcić na fitness na spalenie tych kalorii oraz finansowy koszt tych zajęć (powiedzmy 30 zł). Nagle pączek zamiast 2 zł i trochę złego samopoczucia zaczyna kosztować 32 złote + nie obejrzenie ulubionego serialu i staje się po prostu zbyt drogi by dobrze się czuć po jego zjedzeniu.
Koszta alternatywne w życiu
1.Wybierz jedno zachowanie lub sposób spędzania czasu z którym chcesz pracować.
2.Wypisz w czterech kolumnach:
a) obecne koszty zachowania (czas, pieniądze, itp.)
b) co najmniej 3 najlepsze koszty alternatywne dla tego zachowania (co możesz zrobić innego z tym czasem, pieniędzmi, itp., nie inwestując ich w tym miejscu).
c) zyski z zachowania – co Ci daje, jeśli zysk jest emocjonalny, np. przyjemność, określ to umownie na skali 1-10, gdzie 10 to największa przyjemność jaką kiedykolwiek czułeś, a 1 to absolutna obojętność
d) konsekwencje zachowania – jakie rzeczy możesz robić dzięki temu zachowaniu? Jakie rzeczy MUSISZ robić w efekcie tego zachowania?
Opcjonalnie e) jakie są koszty alternatywne konsekwencji tego zachowania które MUSISZ robić?
3.Spójrz na zachowanie z tej perspektywy i teraz oceń czy chcesz je zachować, czy zmienić. Jeśli chcesz je zmienić, możesz odkryć że po wykonaniu takiej rozpiski przyjdzie Ci to dużo łatwiej, możesz wręcz zacząć zadawać sobie pytanie „Jak ja kiedykolwiek mogłem to robić?”
4.Oczywiście, nie w każdej sytuacji będziesz w stanie wykonać taką rozpiskę. Jednocześnie, wykonawszy ich kilka, ten styl myślenia zacznie się Ci stawać coraz bliższy i łatwiej dostępny, tak, że w pewnym momencie złapiesz się na tym, że z automatu dokonujesz takiego porównania kosztów.
5.Pamiętaj też proszę, że każde narzędzie ma swoje przeznaczenie, ale też sytuacje gdy nie warto go używać – i czasem pozwól sobie po prostu na zrobienie czegoś bez szacowania. Nie wszystko w życiu powinno być kontrolowane, czasem warto po prostu pójść za zachcianką...
Ot tak, po prostu :)
Autor artykułu: Artur Król (www.krolartur.com)
O pozytywnej intencji odkładania na później.
To jedna z podstawowych zasad NLP. Jak ją zastosować w życiu, by dała Ci najwięcej wolności, wewnętrznego bezpieczeństwa i wiary w siebie?
Wielu psychologów słysząc tę zasadę zarzuca NLP, że szkoła ta promuje usprawiedliwianie krzywdzenia innych. Uważają, że według niej możemy każdą naszą decyzję uznać za dobrą - nawet, jeśli ma dla kogoś negatywne konsekwencje.
Nic bardziej mylnego!
W zasadzie tej chodzi o to, że INTENCJA każdego Twojego działania, każdej myśli i decyzji jest pozytywna. Weźmy na przykład picie alkoholu. Jaką intencję w swoim działaniu mają alkoholicy? Co chcą osiągnąć?
Najczęściej jest to zapomnienie o problemach, dobry humor, dobre samopoczucie, pewność siebie, spokój i inne. Popatrz na te intencje oddzielając je od alkoholu. Prawda, że same w sobie są pozytywne?
Spójrzmy na inny przykład. Grupy chuliganów, „fanów” piłki nożnej. Co daje im to, co robią? Jakie są ich intencje?
Na pewno akceptacja i identyfikacja z grupą. Co może się wydać dziwne dla ludzi spoza tego środowiska – dobra zabawa, „wyżycie się”, samorealizacja. Patrząc na same wartości – znów okazuje się, że są pozytywne.
Metoda ta absolutnie nie służy usprawiedliwianiu kogokolwiek. Służy temu, by każdy z nas mógł uświadomić sobie jakie są pobudki danego działania. Gdy już je znamy, możemy skoncentrować się na zmianie zachowania.
Podstawą jednej z metod NLP służących właśnie temu celowi, Core Transformation, jest zmiana zachowania przy zachowaniu wartości, które stare zachowanie realizowało. Zachowanie wartości jest tu kluczowym elementem z bardzo prostego powodu. Ponieważ jeśli dane zachowanie realizuje pozytywne wartości to podświadomość danej osoby nie będzie chciała łatwo z niego zrezygnować.
Wiedzą o tym osoby uzależnione od wszelkich używek i te, które cały czas przekładają coś na później. Ich podświadomość po prostu połączyła dane zachowanie z osiąganiem szczęścia, spokoju i innych pozytywnych wartości.
Co więc można zrobić w tym momencie? Jeśli pracujesz z sobą samym, sprawdź najpierw co daje Ci określone zachowanie. Np. przy kompulsywnym odkładaniu na później może to być: spokój, ucieczka od problemów lub „przepracowania się”, ochrona swojego zdrowia – fizycznego i psychicznego.
Jakkolwiek nielogicznie może to brzmieć dla świadomości, nasza podświadomość często właśnie tak myśli.
Gdy już wydobędziesz na poziom świadomy pozytywne intencje zachowania, które chcesz zmienić, zastanów się co możesz robić innego, co zapewni realizację tych wartości. Powiedz do siebie dialogiem wewnętrznym: „Teraz zmieniam moje zachowanie na takie, które zapewni wszystkie wartości, które realizowało stare zachowanie i dodatkowo zapewni realizację nowych wartości”. Niech Twoja podświadomość wie, że nic nie straci na zmianie – nie będzie wówczas utrudniać tej zmiany.
Korzystając z przykładu z odkładaniem na później – w jaki inny sposób możesz mieć przynajmniej tyle spokoju, ile dotychczas? Jak możesz być wolny od problemów? Jak możesz inaczej chronić swoje zdrowie psychiczne i fizyczne podczas wykonywania działań, które do tej pory odkładałeś na później?
Oto przykładowe odpowiedzi:
1. Zmień nastawienie do „problemów” lub wykonywanych działań. Popatrz na nie jak na okazje do rozwoju i osiągnięcia dobrego samopoczucia i innych pozytywnych rzeczy. Co zyskasz dzięki temu, że wykonasz to teraz? Jak się poczujesz, gdy będzie już „po wszystkim”? Patrz tylko na pozytywne aspekty tych czynności – pozwoli Ci to poczuć się dobrze z myślą o nich, a to najważniejszy krok do ich akceptacji przez Twoją podświadomość.
2. Po wykonaniu każdej z czynności, które do tej pory odkładałeś, daj sobie chwilę na odpoczynek i relaks. Na poczucie się absolutnie dobrze. Może to być nawet minuta lub dwie – po prostu zadowolenia, że to zrobiłeś. Im więcej pozytywnych emocji w trakcie i po wykonaniu tych czynności – tym bardziej Twoja podświadomość będzie chciała powtarzać te działania i nową strategię. Podświadomość ma bardzo prosty system motywacyjny – chce robić to, co jest przyjemne i uciekać od tego, co nieprzyjemne.
3. Podczas wykonywania tych czynności zapomnij o skupianiu się na celu. Zostaw myśli „Muszę to zrobić”, „Powinienem”, „Tak wypada”. To zabójcy motywacji. Podejdź do sprawy w inny sposób. Koncentruj się na procesie, czyli na wykonywaniu zadania, zamiast na jego wykonaniu. Ciesz się każdą chwilą, gdy to robisz. Jeśli jest to mycie naczyń – obserwuj, jak rośnie góra czystych, pachnących, umytych naczyń. Jeśli jest to telefon do klienta – koncentruj się na jego głosie i na tym, co możesz mu dać, w czym możesz mu pomóc i czego możesz sam się nauczyć podczas tej rozmowy.
Odpowiedzi jest oczywiście więcej, jednak patrząc na te możesz znaleźć w nich wartości o których pisałem wcześniej. Realizując je – będzie Ci dużo łatwiej zmienić każde zachowanie, każdy nawyk.
Wykonaj nowe zachowanie kilka razy. Nawet, jeśli na początku będziesz czuł wewnętrzny opór. Nawet jeśli będziesz chciał odłożyć to na później – tym bardziej zaciśnij zęby i po prostu to wykonaj. Twoje ciało, Twój umysł i mózg potrzebuje nowego nawyku, który musisz rozpocząć. Nikt za Ciebie tego nie zrobi, to nie stanie się samo. Ale efekty będą genialne – możesz tak zmienić całe swoje życie.
Autor artykułu: Michał Jankowiak
Artykuł pochodzi ze :strony
Wielu psychologów słysząc tę zasadę zarzuca NLP, że szkoła ta promuje usprawiedliwianie krzywdzenia innych. Uważają, że według niej możemy każdą naszą decyzję uznać za dobrą - nawet, jeśli ma dla kogoś negatywne konsekwencje.
Nic bardziej mylnego!
W zasadzie tej chodzi o to, że INTENCJA każdego Twojego działania, każdej myśli i decyzji jest pozytywna. Weźmy na przykład picie alkoholu. Jaką intencję w swoim działaniu mają alkoholicy? Co chcą osiągnąć?
Najczęściej jest to zapomnienie o problemach, dobry humor, dobre samopoczucie, pewność siebie, spokój i inne. Popatrz na te intencje oddzielając je od alkoholu. Prawda, że same w sobie są pozytywne?
Spójrzmy na inny przykład. Grupy chuliganów, „fanów” piłki nożnej. Co daje im to, co robią? Jakie są ich intencje?
Na pewno akceptacja i identyfikacja z grupą. Co może się wydać dziwne dla ludzi spoza tego środowiska – dobra zabawa, „wyżycie się”, samorealizacja. Patrząc na same wartości – znów okazuje się, że są pozytywne.
Metoda ta absolutnie nie służy usprawiedliwianiu kogokolwiek. Służy temu, by każdy z nas mógł uświadomić sobie jakie są pobudki danego działania. Gdy już je znamy, możemy skoncentrować się na zmianie zachowania.
Podstawą jednej z metod NLP służących właśnie temu celowi, Core Transformation, jest zmiana zachowania przy zachowaniu wartości, które stare zachowanie realizowało. Zachowanie wartości jest tu kluczowym elementem z bardzo prostego powodu. Ponieważ jeśli dane zachowanie realizuje pozytywne wartości to podświadomość danej osoby nie będzie chciała łatwo z niego zrezygnować.
Wiedzą o tym osoby uzależnione od wszelkich używek i te, które cały czas przekładają coś na później. Ich podświadomość po prostu połączyła dane zachowanie z osiąganiem szczęścia, spokoju i innych pozytywnych wartości.
Co więc można zrobić w tym momencie? Jeśli pracujesz z sobą samym, sprawdź najpierw co daje Ci określone zachowanie. Np. przy kompulsywnym odkładaniu na później może to być: spokój, ucieczka od problemów lub „przepracowania się”, ochrona swojego zdrowia – fizycznego i psychicznego.
Jakkolwiek nielogicznie może to brzmieć dla świadomości, nasza podświadomość często właśnie tak myśli.
Gdy już wydobędziesz na poziom świadomy pozytywne intencje zachowania, które chcesz zmienić, zastanów się co możesz robić innego, co zapewni realizację tych wartości. Powiedz do siebie dialogiem wewnętrznym: „Teraz zmieniam moje zachowanie na takie, które zapewni wszystkie wartości, które realizowało stare zachowanie i dodatkowo zapewni realizację nowych wartości”. Niech Twoja podświadomość wie, że nic nie straci na zmianie – nie będzie wówczas utrudniać tej zmiany.
Korzystając z przykładu z odkładaniem na później – w jaki inny sposób możesz mieć przynajmniej tyle spokoju, ile dotychczas? Jak możesz być wolny od problemów? Jak możesz inaczej chronić swoje zdrowie psychiczne i fizyczne podczas wykonywania działań, które do tej pory odkładałeś na później?
Oto przykładowe odpowiedzi:
1. Zmień nastawienie do „problemów” lub wykonywanych działań. Popatrz na nie jak na okazje do rozwoju i osiągnięcia dobrego samopoczucia i innych pozytywnych rzeczy. Co zyskasz dzięki temu, że wykonasz to teraz? Jak się poczujesz, gdy będzie już „po wszystkim”? Patrz tylko na pozytywne aspekty tych czynności – pozwoli Ci to poczuć się dobrze z myślą o nich, a to najważniejszy krok do ich akceptacji przez Twoją podświadomość.
2. Po wykonaniu każdej z czynności, które do tej pory odkładałeś, daj sobie chwilę na odpoczynek i relaks. Na poczucie się absolutnie dobrze. Może to być nawet minuta lub dwie – po prostu zadowolenia, że to zrobiłeś. Im więcej pozytywnych emocji w trakcie i po wykonaniu tych czynności – tym bardziej Twoja podświadomość będzie chciała powtarzać te działania i nową strategię. Podświadomość ma bardzo prosty system motywacyjny – chce robić to, co jest przyjemne i uciekać od tego, co nieprzyjemne.
3. Podczas wykonywania tych czynności zapomnij o skupianiu się na celu. Zostaw myśli „Muszę to zrobić”, „Powinienem”, „Tak wypada”. To zabójcy motywacji. Podejdź do sprawy w inny sposób. Koncentruj się na procesie, czyli na wykonywaniu zadania, zamiast na jego wykonaniu. Ciesz się każdą chwilą, gdy to robisz. Jeśli jest to mycie naczyń – obserwuj, jak rośnie góra czystych, pachnących, umytych naczyń. Jeśli jest to telefon do klienta – koncentruj się na jego głosie i na tym, co możesz mu dać, w czym możesz mu pomóc i czego możesz sam się nauczyć podczas tej rozmowy.
Odpowiedzi jest oczywiście więcej, jednak patrząc na te możesz znaleźć w nich wartości o których pisałem wcześniej. Realizując je – będzie Ci dużo łatwiej zmienić każde zachowanie, każdy nawyk.
Wykonaj nowe zachowanie kilka razy. Nawet, jeśli na początku będziesz czuł wewnętrzny opór. Nawet jeśli będziesz chciał odłożyć to na później – tym bardziej zaciśnij zęby i po prostu to wykonaj. Twoje ciało, Twój umysł i mózg potrzebuje nowego nawyku, który musisz rozpocząć. Nikt za Ciebie tego nie zrobi, to nie stanie się samo. Ale efekty będą genialne – możesz tak zmienić całe swoje życie.
Autor artykułu: Michał Jankowiak
Artykuł pochodzi ze :strony
Metafora - osiołek
W dzisiejszym poście przedstawiam świetną metaforę. Nawiązuje ona do sytuacji, w których się często znajdujemy i wydaje na się, że nie mamy już innego wyjścia. Przeczytajcie.
Było to dawno, dawno temu, daleko stąd, na pewnej farmie. Któregoś dnia osioł farmera wpadł do głębokiej studni. Zwierze miało dużo szczęścia, bo przeżyło upadek bez jednego zadrapania. Studnia jednak była głęboka, a mężczyzna nie wiedział jak ma wydostać osiołka. Gdy farmer zastanawiał się, co zrobić, zwierzę żałośnie ryczało godzinami. Farmer zebrał najmądrzejszych ludzi z wioski i zapytał ich: „Co robić?".
Mędrcy nie znaleźli sposobu wydobycia osiołka, a ponieważ w studni było mało wody, a osiołek był już stary, polecili mężczyźnie zasypać studnię.
W pierwszej chwili mężczyźnie trudno było pogodzić się ze stratą osiołka, ale skoro nie ma innego rozwiązania, to trudno, tak musi być.
Mężczyzna wziął łopatę i zaczął zasypywać studnię. Gdy wrzucił dużą ilość ziemi, pomyślał, że już zasypał osiołka…
Gdy pochylił się nad studnią o mało nie wpadł do niej z wrażenia. Zobaczył, że osiołek jest cały na dnie i wesoło sobie tupie kopytkami.
Pomyślał „Jak to możliwe? Tyle ziemi wsypałem do studni, a jego całego ciągle widać. Czyżby cud?".
Wrzucając kolejną łopatę ziemi zajrzał do studni. Zobaczył jak ziemia spada na grzbiet osiołka. Ten strząsa ją z siebie. Ziemia spada na dno, a osiołek ją udeptuje i jest kilka milimetrów wyżej. Wrzucił drugą łopatę. Osiołek strzepał ziemię z grzbietu, udeptał ją nogami i znów był kilka milimetrów wyżej.
Kilkadziesiąt łopat później, osiołek był już na wyciągnięcie ręki, a mężczyzna mógł go pogłaskać. Chwilę później osiołek z radością wyskoczył ze studni, a mężczyzna cieszył się, że udało mu się ocalić osiołka.
Pytanie: Kto uratował osiołka? Mężczyzna?
Nie. Osiołek sam się uratował, bo wiedział, że życie będzie zasypywać go śmieciami i problemami. Sposób, aby wydostać się z dołka, to otrząsnąć się i zrobić krok w górę. Każdy z naszych kłopotów to jeden stopień ku „wolności”...
Jeśli słyszysz, że nie ma rozwiązania, to oznacza to, że rozwiązanie jest, tylko jeszcze nikt go nie wymyślił. Musisz zrobić to sam.
Było to dawno, dawno temu, daleko stąd, na pewnej farmie. Któregoś dnia osioł farmera wpadł do głębokiej studni. Zwierze miało dużo szczęścia, bo przeżyło upadek bez jednego zadrapania. Studnia jednak była głęboka, a mężczyzna nie wiedział jak ma wydostać osiołka. Gdy farmer zastanawiał się, co zrobić, zwierzę żałośnie ryczało godzinami. Farmer zebrał najmądrzejszych ludzi z wioski i zapytał ich: „Co robić?".
Mędrcy nie znaleźli sposobu wydobycia osiołka, a ponieważ w studni było mało wody, a osiołek był już stary, polecili mężczyźnie zasypać studnię.
W pierwszej chwili mężczyźnie trudno było pogodzić się ze stratą osiołka, ale skoro nie ma innego rozwiązania, to trudno, tak musi być.
Mężczyzna wziął łopatę i zaczął zasypywać studnię. Gdy wrzucił dużą ilość ziemi, pomyślał, że już zasypał osiołka…
Gdy pochylił się nad studnią o mało nie wpadł do niej z wrażenia. Zobaczył, że osiołek jest cały na dnie i wesoło sobie tupie kopytkami.
Pomyślał „Jak to możliwe? Tyle ziemi wsypałem do studni, a jego całego ciągle widać. Czyżby cud?".
Wrzucając kolejną łopatę ziemi zajrzał do studni. Zobaczył jak ziemia spada na grzbiet osiołka. Ten strząsa ją z siebie. Ziemia spada na dno, a osiołek ją udeptuje i jest kilka milimetrów wyżej. Wrzucił drugą łopatę. Osiołek strzepał ziemię z grzbietu, udeptał ją nogami i znów był kilka milimetrów wyżej.
Kilkadziesiąt łopat później, osiołek był już na wyciągnięcie ręki, a mężczyzna mógł go pogłaskać. Chwilę później osiołek z radością wyskoczył ze studni, a mężczyzna cieszył się, że udało mu się ocalić osiołka.
Pytanie: Kto uratował osiołka? Mężczyzna?
Nie. Osiołek sam się uratował, bo wiedział, że życie będzie zasypywać go śmieciami i problemami. Sposób, aby wydostać się z dołka, to otrząsnąć się i zrobić krok w górę. Każdy z naszych kłopotów to jeden stopień ku „wolności”...
Jeśli słyszysz, że nie ma rozwiązania, to oznacza to, że rozwiązanie jest, tylko jeszcze nikt go nie wymyślił. Musisz zrobić to sam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
O mnie
- Artur
- Szczecin, Poland
- Od kilku lat pochłonięty nieziemską pasją zdobywania wiedzy. Szperanie, czytania, analizowania, wszystkiego, co wpadnie pod rękę (głównie oko). To są główne moje zajęcia. Uwielbiam pomagać innym ludziom, wspierać ich tak, aby mogli realizować swoje, często ukryte marzenia. Wszystkie te działania napawają dumą, dają mi niesamowitą energię do dalszych działań. Dlatego postanowiłem, że zostanę trenerem biznesu. Zawodowo od wczesnych lad młodzieńczych związany ze sprzedażą. Do dziś głównym wyzwanie dla mnie, jest zadowolenie klienta. Taka postawa pozwoliła mi osiągnąć, to wszystko, co dziś posiadam. Mogłem realizować się pracując dla wielu firm spożywczych, przemysłowych i farmaceutycznych. Dziś mogę śmiało powiedzieć: „Jestem dumny ze swoich osiągnięć”. Prywatnie – mam cudowną żonę oraz dwójkę najwspanialszych dzieci na świecie. Przy tych osobach moje serce napełnia się miłością.