środa, 13 stycznia 2010

Czy szczęście jest wynikiem przypadku?


Ponoć szczęście trudno jest zdefiniować, ponieważ każdy inaczej je postrzega. Jedni uważają że szczęście to coś, coś co daje nam satysfakcje, inni z kolei mówią, że szczęście to spełnienie w życiu, żeby być szczęśliwym trzeba mieć poczucie jego sensu. Jednak nie każdy człowiek pragnie szczęścia, niektórzy wprost upajają się swoim nieszczęściem.

Jak to się dzieje, że to samo wydarzenie jest różnie interpretowane przez rożnych ludzi?
Co decyduje o naszym szczęściu?
Czy dzieciństwo ma wpływ na nasze szczęście?
Czy szczęście przekazujemy w genach?
Jak jest naprawdę? Co mówi psychologia, nasza biologia czy religia?
Na wszystkie powyższe pytania znajdziesz odpowiedź w tym artykule.


Geny.

W badaniach z udziałem 900 par bliźniąt jednojajowych wynika, że o szczęściu w 50 % decydują nasze geny.

Przepływ.

Znany psycholog, twórca książki „Przepływ” Mihaly Csikszentmihalyi w wyniku badań nad szczęściem stwierdził, że największego szczęścia nie daje praca dla pieniędzy lub uznania (motywacja zewnętrzna), lecz wykonywanie czynności, które sprawiają nam satysfakcję (motywacja wewnętrzna).

Uważał, że błędem jest dążenie do szczęścia jako takiego. Zamiast tego powinniśmy dostrzec momenty, kiedy jesteśmy prawdziwie szczęśliwi – zauważać, co robimy, gdy czujemy „przepływ” i starajmy się robić to częściej

Jak osiągnąć stan przepływu?

Stan ten pojawia się najczęściej , gdy jesteśmy pochłonięci jakimś działaniem lub wysiłkiem. Może to być wysiłek sportowy (wspinaczka górska), artystyczny (malowanie obrazu) lub intelektualny (pisanie książki).

Ja osobiście osiągam ostatnio ten stan dość często, pisząc jakiś artykuł, zbierając do niego informacje, planując przedsięwzięcia, czytając ciekawą lekturę. Zapominam wtedy o „Bożym Świecie”. Nic w takim momencie nie jest w stanie mnie rozproszyć. To co wykonuję pochłania mnie bez reszty.

Co jeszcze ma wpływ na nasze szczęście?

Samoregulacja.

O naszym szczęściu decyduje między innymi proces samoregulacji, dzięki któremu możemy unikać sytuacji niekorzystnych dla nas, jak również pomocny jest przy osiąganiu wyznaczonych celów.

Zatem czym jest samoregulacja?

Jest to umiejętność wykorzystywania wiedzy na temat ludzkich zachowań, a konkretnie tych, które przyczyniają się do osiągania wyznaczonych celów.

Samoregulacja obejmuje trzy procesy.


Samoobserwacja (monitorowanie własnych działań).

Jest to proces niezbędny, by zmienić swoje sposoby postępowania.

Jeżeli będziesz na bieżąco analizował własne działania, łatwiej Ci będzie wyznaczać cele, które mogą poprawić Twoje umiejętności.

Przykładowo, jeżeli chciałbyś poprawić swoje stosunki z innymi ludźmi, powinieneś zacząć od sporządzenia listy wszystkich czynności, zachowań, które pojawiają się w relacjach międzyludzkich.

Zarówno tych dobrych, jak i tych negatywnych.

Może to być: uśmiechanie się, krytykowanie, narzekanie, marudzenie, potakiwanie, komplementowanie, sprzeczanie się, uważne słuchanie itp.

Następnie sprawdź, jak często wykonujesz, każdą z tych czynności i w jakich okolicznościach.

Na koniec wyznacz cele, które pomogą Ci poprawić ową umiejętność.

Samoocena (sądy na własny temat).

I tutaj zaczynają się schody. Zgodnie z teorią społeczno-poznawczą, większość z nas dobrze wie jak postępować, by osiągnąć jakiś cel. Znacznie gorzej jest ze świadomością tego, co robimy w danym momencie. Dlatego właśnie powinniśmy monitorować własne zachowania.

No dobra, spróbujmy jakoś przejść przez ten etap. W końcu to od Ciebie zależy, czy chcesz coś osiągnąć, czy raczej wolisz pozostać w tym samym miejscu.

Załóżmy, że masz już sporządzoną listę zachowań oraz wyznaczyłeś sobie cele. Ja do tego celu wykorzystuje swój „dziennik doświadczeń”, którego noszę często przy sobie i spisuje sobie własne refleksje.

W ten sposób znacznie łatwiej zdaję sobie sprawę ze swojego postępowania, mogę zdecydować na bieżąco czy chcę coś zmienić następnym razem, kiedy znajdę się w podobnej sytuacji.

Pamiętam jak na jednym ze szkoleń, które prowadziłem, rozmawiałem z jednym z uczestników i rozmowa nie potoczyła się tak jakbym sobie tego życzył. Uczestnik do końca spotkania był zoporowany.

Wieczorem siadłem przy moim notesie i zastanowiłem się nad zaistniała sytuacją. Znalazłem właściwą przyczynę owego zachowania. Byłem za bardzo krytyczny dla tego uczestnika. Zanotowałem sobie inny sposób postępowania na wszelki wypadek, gdyby pojawiła się podoba sytuacja w przyszłości.

Reakcja na samoocenę (pobudzanie siebie do działania).

Reakcja ludzka przybiera dwie postacie. Zadowolenie- w momencie osiągnięcia jakiego sukcesu, przygnębienie – w przypadku niepowodzenia.

Jednak aby osiągnąć cel musisz podjąć działania, które wywołają pozytywne reakcje, a unikać tych działań, które prowadzą do autocenzury.

Nie możesz jednak nie podejmować ich wcale. Jak zatem wyjść z tego impasu?

Jest na to fenomenalne rozwiązanie, które mi osobiście towarzyszy od dłuższego czasu.

Nie uznaję słowa „porażka”, w ogóle nie ma go w moim słowniku. Zamiast tego używam sformułowania „informacja zwrotna”. Odczucia, które doświadczam w przypadku jakiegoś niepowodzenia są wyśmienitym źródłem informacji. Mam świadomość, że takie doświadczenie pozwala mi zmieniać na lepsze.

Poza tym cele, które sobie wyznaczam są z reguły bardzo realistyczne. Mówi się, że właściwie określony cel, to połowa sukcesu.

Ograniczanie wyborów.

Zanany psycholog Barry Schwartz odkrył, że paradoksalnie szczęście może kryć się w ograniczeniu wyborów, a nie w zwiększaniu ich liczby. Nadmiar wyboru wywołuje stres.

Schwartz przytacza badanie, podczas którego dwie grupy studentów poproszono o zjedzenie czekoladek i ich ocenę. Pierwszej grupie dano jedynie małe pudełko z sześcioma czekoladkami, pudełko dla drugiej grupy zawierało 30 sztuk. Wyniki: pierwsza grupa była bardziej zadowolona od drugiej, która miała zdecydowanie większy wybór.

Nadmiar wyborów wywołuje lęk związany z przegapionymi okazjami i żal z powodu niewybranych dróg postępowania.
Więcej na ten temat możesz przeczytać w artykule opublikowanym na moim blogu: Paradoks wyboru, czyli dlaczego mniej znaczy więcej.

Dzieciństwo nie ma wpływu na nasze szczęście.

Szczęście ma niewiele wspólnego z przyjemnością, a o wiele więcej z rozwojem cech osobowości i charakteru. Według psychologa Martina Seligmana potencjalne źródła szczęścia takie jak: pieniądze, małżeństwo, towarzyskość, płeć, religia, choroba, klimat odpowiadają jedynie za 8-15% naszego szczęścia.

Seligaman sugeruje, że jest to dobra wiadomość dla ludzi, którzy wierzą, że okoliczności życiowe uniemożliwiają im osiągnięcie szczęścia. Komunikat Seligmana jest mocny: marnujemy życie, jeśli myślimy, że dzieciństwo jest źródłem obecnego nieszczęścia lub pasywności. Liczy się rozwój mocnych stron osobowości, co nie ma związku z dzieciństwem ani obecnymi okolicznościami.


Dharma.

Według Filozofii wschodu (Wed i Upaniszadów) dążenie do szczęścia jest wrodzoną cechą każdej istoty. Nazywa sie to DHARMA, czyli „TAKOŚĆ”.

Takość - to jest cos co stanowi że coś jest czymś. Na przykład woda jest mokra, cukier jest słodki itp., a żywa istota pragnie miłości, szczęścia, dobra itp.

Z powyższej koncepcji wynika, że jest to ukryte głęboko w nas samych. Jeśli tego nie czujemy, znaczy że zostaliśmy opanowani przez cywilizację, wpływ zewnętrzny, nasze ego, wychowanie, nasze pragnienia, chciwość itp. Odrzucając to, co zewnętrzne i wracając do samego siebie odkryjemy że szczęście, mądrość, piękno, miłość, są jakby naszym naturalnym stanem.

Chwytaj dzień.

Rzymski poeta Horacy daje wskazówki na to co robić, żeby zaznać szczęścia:


  • Zasada CARPE DIEM

Zasada ta mówi, żebyśmy spróbowali sprawiać, by nie omijał nas każdy dzień, bo w każdym dniu może wydarzyć się cos pięknego. Przejmujemy się śmiercią, a przecież śmierć to przyszłość, która czeka każdego człowieka. Należy zatrzymać się nad teraźniejszością, nad dniem dzisiejszym, właśnie chwytając dzień, nie przejmując sie wojnami, kłótniami czy polityką


  • ZŁOTY ŚRODEK

Polega on na odrzuceniu w jakimś stopniu korzyści materialnych, a skupieniu się nad duchowością (spokój, harmonia, mądrość). Bardzo ważne jest też nasze zdrowie.

Podsumowując stwierdzam, że szczęścia można się nauczyć. Ścieżki do szczęścia są dziś wyraźniejsze niż kiedykolwiek i tylko na nas spoczywa odpowiedzialność za to, czy na nie wkroczymy.

Proponuję kilka wypróbowanych sposobów:


  1. Rano, kiedy wstajesz przypomnij sobie o trzech rzeczach, które sprawiają Ci radość.
  2. Wieczorem, przed pójściem spać, pisz pamiętnik zaznaczając, co danego dnia Ci się udało.
  3. Postaraj się jak najczęściej dostrzegać pozytywne aspekty w każdej przydarzającej sytuacji.
  4. Kiedy następnym razem będziesz się zadręczał myśleniem typu „gdyby tylko”, przypomnij sobie o książce „Paradoks wyboru”.
  5. Poznaj swoje wartości, one nadają sens i kierunek Twoim działaniom.


Na zakończenie przytoczę chasydzką opowieść, którą znalazłem w sieci:

Rabbi Jechiel Michał żył z początku w wielkiej biedzie, ale radość nie opuszczała go ani na chwilę.
Pewnego razu ktoś go zapytał: „Rabbi, codziennie modlisz się: << Błogosławiony, który dał mi wszystko, czego mi było trzeba>>.

A przecież brak ci wszystkiego, czego człowiekowi trzeba!”
Rabbi odparł: „Z pewnością trzeba mi było biedy i ona właśnie jest mi dana”.

Wiem, wiem długi ten tekst, ale jeszcze króciutki wierszyk:

Szczęście.

Autor: Jadwiga Zgliszewska

SZCZĘŚCIE

Ani za górą, ani za rzeką,
Ani stąd blisko, ani daleko;
mgiełką pajęczą z wiatrem nadbiegło,
chciałeś dosięgnąć – znowu uciekło.

Sprytne, przebiegłe i nieuchwytne,
wielkie, wspaniałe, ale ukryte.
Ktoś się zatrzymał pełen zachwytu,
a ono nie chce rozmawiać z nikim.

Pachnące wrzosem, konwalią, makiem,
rumiankiem polnym i tatarakiem.
Jesienią, zimą, wiosną czy latem –
wciąż upragnione, zawsze jednakie.

Ucieka, błąka się i ukrywa;
chciało już zostać, znów się podrywa.
Jak nuta rzewna, lekka i tkliwa –
to bardzo szczera, to znów fałszywa.

Miłość i przyjaźń w sobie jednoczy,
wiedzę o całym świecie uroczym;
dobro i piękno pokaże oczom –
oto jak wiele posiada mocy!

Jest śpiewem ptaków, pogodną wiosną,
każe odrzucić trwogę żałosną
i gonić wiecznie za czymś doniosłym.
Jak ma na imię? Szczęście – po prostu...

Pozdrawiam, maksymalnie szczęśliwy.

Artur Rak



Źródło:

Robert E. Franken. Psychologia motywacji.

Tom Butler-Bowdon. 50 Klasyków Psychologii.

Martin E.P. Seligman. Optymizmu można się nauczyć.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,18032,title,Jestes-nieszczesliwy-To-wina-genow,wid,9727569,wiadomosc.html

Wikipedia.org

GoldenLine.pl

Udostępnij

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Moje zdjęcie

Dyplomowany Trener Biznesu – praktyk z 22 letnim stażem. Specjalista w zakresie zarządzania, sprzedaży, marketingu i rozwoju kompetencji osobistych. Rozwijam struktury sprzedaży doradzając MiŚP. Związany zawodowo miedzy innymi z firmami: Wedel, Frito-Lay, Ferrero, Woseba, Ambra, Oceanic, Amplico Life, Thermoplast, Jelfa, AstraZeneca, GlaxoSmithKline.